|
Godzina 15:45, Poniedziałek, 28 kwietnia Wójcik: umiejętności nie mają
"Po tej porażce nie myślałem: chłopie, po co ci to było. Zastanawiałem się, co zrobić, żeby było lepiej" - mówi Dziennikowi Janusz Wójcik. Trener Widzewa Łódź nie odmienił gry zespołu z czerwonej połowy włókienniczego miasta.
A da się w ogóle coś zrobić? Słabi ci pana piłkarze.
Fakt, wielkich umiejętności sportowych to oni nie mają. Ale i tak wierzę, że utrzymamy się w lidze. Jestem znakomitym motywatorem, spróbuję dotrzeć do głów tych chłopaków, może to coś da. Bo grać w piłkę to ich nie nauczę, za mało mam czasu.
Sugeruje pan, że trener Marek Zub źle wykonał swoją pracę?
Cicho, sza, nic nie mówię o swoim koledze po fachu. Nie muszę. By ocenić, co tu robiono dotychczas, wystarczy spojrzeć na mojego bramkarza Bartosza Fabiniaka. Chłopak nie może oderwać się od ziemi, robi straszliwie błędy. W Grodzisku uprawiał niemal sabotaż.
Jak w ogóle doszło do tego, że pojawił się pan w Widzewie?
Otrzymałem propozycję od właściciela klubu Sylwestra Cacka. To bardzo konkretny facet. Dogadaliśmy się w półtorej godziny. Wcześnej interesowały się mną Wisła Płock, Arka Gdynia i Polonia Warszawa, ale zabrakło konkretów.
Oj, chyba nie mówi pan całej prawdy. Jeden z byłych piłkarzy Widzewa powiedział mi, że sam dzwonił pan do prezesa Grzegorza Bakalarczyka i mówił, że chce objąć klub.
Proszę pana, to są wierutne bzdury. Plotki rozsiewane przez ludzi, którzy niedawno musieli opuścić Widzew, są sfrustrowani i chcą się wyżyć.
Czy aby na pewno? Mój informator nie był pierwszą osobą, która twierdziła, że dzwoni pan i wprasza się do klubów. Również właściciel Polonii Warszawa Józef Wojciechowski o tym mówił.
Myśli pan, że facet z takim nazwiskiem jak ja musi błagać o robotę? No, bez przesady.
Nasze serwisy: Widzew Łódź
Autor: KOGUT, źródło: Dziennik Odsłon: 161
|