Ekstraklasa
Wydarzenia

Janas: krok do przodu
Poniedziałek, 21 lipca, 10:08
Mam powiedzieć, że walczymy o mistrzostwo? Nie powiem. Trzeba wiedzieć, co się ma – zaznacza były selekcjoner, a dziś szkoleniowiec GKS Bełchatów. Po siedmiu latach wraca na ławkę jako trener klubu z ekstraklasy.
Paweł Janas był w międzyczasie menedżerem, selekcjonerem i dyrektorem sportowym. Teraz ma za zadanie wyrwać z kryzysu GKS Bełchatów, który ponad rok temu liczył się w walce o mistrzostwo. W najbliższym sezonie cele są inne. - Nie mamy konkretnego. Chciałbym, aby Bełchatów uplasował się wyżej niż ostatnio. A jak będzie? Kilka zespołów naprawdę się wzmocniło. Na przykład Górnik Zabrze, z którym rozpoczynamy sezon, a swoją drogą Lech i Legia. Gdyby udało uplasować się za nimi, byłoby naprawdę dobrze.
- Krok do przodu, czyli można odnieść się do taktyki Leo Beenhakkera „step by step”...
- Znamy się z Leo dobrze, ale jaką on ma taktykę, tego akurat nie wiem. Za to wiem, że trzeba wiedzieć, czym się dysponuje. Dlatego nie powiem, że zagramy o mistrza. Byli tacy, którzy mówili, że jadą na Mistrzostwa Świata po tytuł. A ja? Chciałem tylko z grupy wyjść. Kiedy rozpoczynałem przygotowania w Bełchatowie nawet nie wiedziałem, jakich ludzi będę miał w szatni. Chciałbym przypomnieć, że z drużyny, która zrobiła wicemistrzostwo Polski, odeszło ośmiu piłkarzy i to podstawowych, takich jak Kowalczyk, Matusiak, czy Strąk. Na „dzień dobry” powiedziałem, że każdy dostanie szansę i tylko od formy zawodników zależy, kto będzie grał.
- Szerokie grono drużyn zaczyna marzyć i celować w piątą lokatę. Nie wierzę, że pan po cichu o tym nie myśli.
- Wymieniłem trzy kluby, a nie można zapominać o Wiśle Kraków. Zatem cztery drużyny będą naprawdę mocne. Za nimi rywalizacja będzie już wyrównana. Cracovia, Ruch, my... Naszym zmartwieniem jest kalendarz, bo sezon rozpoczynamy od wyjazdu do Zabrza. Następnie Legia, Lech, Piast i Wisła Kraków. Łatwo nie będzie, bo na rozkładzie są ekipy z tej czołowej czwórki. Nie obstawię teraz, kto będzie najbardziej liczył się w walce o tytuł. Będziemy więcej wiedzieli kiedy liga ruszy. Oglądałem Legię na żywo z Hommel i grała średnio. Pamiętam jednak, że rok temu przed startem ligi nie zachwycała, a potem siedem meczów z rzędu wygrała.
- Może trzeba jeszcze wzmocnić skład Bełchatowa, aby sprostać swoim ambicjom?
- Na to trzeba mieć określone finanse. My trzymamy się budżetu. Cały czas szukam bramkarza, bo mamy w zasadzie dwóch zawodników na tej pozycji. Nie daj Boże stanie się coś któremuś z nich i będzie problem, bo poza ligą mamy przecież mecze w Pucharze Polski i Ekstraklasy... Dwóch to mało. Był temat bramkarza z Bałkanów, ale został zamknięty.
- Potrafi pan zdystansować się do zamieszania, które trawi polską piłkę?
- Za długo ten bałagan trwa. To już trzeci rok. Na pięć dni przed ligą nie wiadomo, kto będzie w niej grał. Jestem za tym, żeby karać, ale finansowo i poprzez odejmowanie punktów, bo inaczej będziemy za niedługo grali w takich miastach i na takich stadionach, gdzie w ogóle piłki dotąd nie było. Albo dochodziło do takich sytuacji, że ktoś robi awans, a potem musi grać na innym stadionie. Bez sensu. Przede wszystkim karać trzeba ludzi, którzy przewinili. W Kielcach jest piękny stadion, był dobry sponsor, a za chwilę nic tam nie będzie. A rodzą się podejrzenia dotyczące kolejnych klubów. Trudno przyciągnąć do piłki kogoś, kto w nią zainwestuje. Wręcz przeciwnie. Rezygnują Krzysiek Klicki, Zbigniew Drzymała... Nikt nie lubi być „opluwanym” za to, że wykłada pieniądze na sport.
- O tym, że Polacy są naprawdę dobrzy w „opluwaniu” przekonał się Leo Beenhakker i wcześniejsi selekcjonerzy reprezentacji. Z panem na czele...
- Nie było tak, że byliśmy „opluwani” za porażki w eliminacjach. Problem nadchodził dopiero na wielkich imprezach. Nie potrafimy wyjść z grupy, to jest największy problem polskiej piłki. Nie sądzę nawet, że źródłem jest psychika. Przecież kluczowi zawodnicy grają już poza granicami Polski. Może nie grają, a są... Powszechne jest bowiem, że przed poważnymi imprezami nasi reprezentanci tracą miejsca w składach swoich klubów. Ja tak miałem z Jackiem Krzynówkiem, Maćkiem Żurawskim, Mirkiem Szymkowiakiem, czyli tymi, na których liczyłem najbardziej.
- Nie śmieszy pana, że po ostatnim „polowaniu na czarownice” wskazano na asystentów?
- Rozpocznę od tego, że ja też mogłem przed mistrzostwami świata, a już po wyjściu z grupy, przedłużyć kontrakt o następne dwa lata. Sam powiedziałem, że najpierw zobaczmy, jak nam pójdzie na niemieckich boiskach, a potem podejmiemy decyzję. Bo to selekcjoner odpowiada za wyniki, a nie asystenci. To on sobie ich dobiera. Zresztą ja nie miałem najgorszych asystentów, bo Maciej Skorża z Dyskobolią awansował do pucharów, a z Wisłą zdobył mistrzostwo. Błędem było to, że nie zrobiono tego, o co prosiłem. A sugerowałem, aby młody Maciek został przy Leo. Poduczył się trochę i kto wie...
- Tymczasem nowym uczniem Holendra i kto wie, czy nie jego następca w przyszłości, został Dariusz Ulatowski. Utalentowany trener, który jednak niczego jeszcze w tym fachu nie osiągnął.
- Na razie to są tylko opowieści. Przypomnę, że spośród asystentów prawdziwą karierę w roli selekcjonerów zrobili jedynie Jacek Gmoch i Andrzej Strejlau. Zdecydowanie za wcześnie, aby mówić kto będzie selekcjonerem, kiedy Leo już nie będzie.
źródło: Sport, dodał: KOGUT, odsłon: 310
Musisz się zalogowac aby dodawac komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialści za treść zamieszczonych komentarzy! Zastrzegamy sobie prawo do ich usuwania.
najnowsze









