Ekstraklasa
Wydarzenia

Baszczyński: szczęśliwy podwójnie
Czwartek, 28 sierpnia, 08:47
Trener Beenhakker mnie nie widzi. Pogodziłem się z tym i skupiam się na grze w Wiśle. I to w Wiśle, a nie w kadrze odniosłem historyczne zwycięstwo - mówi Marcin Baszczyński, będący chyba w życiowej formie obrońca Wisły.- Środowa wygrana to najcenniejsze zwycięstwo w pana karierze?
- Tak. Zawsze byłem o krok od historycznego zwycięstwa, jak z Niemcami na mundialu czy z Anglikami na Old Trafford. Mecze z Barcą to ta sama, najwyższa kategoria. Jestem szczęśliwy i to podwójnie, bo byłem kapitanem Wisły.
Miał pan nie grać, bo w zeszłym tygodniu zmarł pański ojciec. Jak pan to przeżywał?
- To były ciężkie chwile. Zerwałem się z hotelu w nocy przed meczem z Baełchatowem. Były trudne myśli, ale potem szybko pogrzeb i staraliśmy się wrócić z rodziną na życiowe tory. Powiedziałem sobie, że trzeba po prostu żyć dalej. Bardzo chciałem dobrze zagrać, nie zawieść, dedykować ojcu to zwycięstwo. Szkoda, że tata nie mógł go zobaczyć.
- Gratulacje należą się panu zwłaszcza za zablokowanie strzału Samuela Eto'o w drugiej połowie. Gdyby nie pańska interwencja, pewnie padłby gol.
- No tak, miał już dobrą sytuację na lewą nogę, ja za nim goniłem. Wyszedł mu niezły zwód, ale udało mi się szybko pozbierać i zablokować strzał. Dziesiąty, jedenasty metr na środku pola karnego, więc... byłoby gorąco. Ja pomogłem, innym razem zrobił to Mariusz Pawełek, Cleber czy reszta chłopaków. Drużyna się uzupełniała, stąd to zwycięstwo.
- Mówił pan, że aby pokonać Barcelonę, każdy wiślak musi zagrać mecz życia. Tak właśnie było?
- Było o niebo lepiej pod względem taktycznym niż na Camp Nou. Tu tkwiły największe rezerwy. W rewanżu byliśmy zespołem, który chciał wygrać i który wiedział, co robi. Chcieliśmy strzelać gole, a nie tylko się bronić. Poza tym na Reymonta zawsze mamy za plecami swoich fanów. Ich doping sprawia, że możemy tutaj pokonać dosłownie każdą drużynę świata.
- Co zawiodło na Camp Nou, a wyszło w Krakowie?
- Graliśmy zdecydowanie wyżej linią obrony. Trener Skorża rozmawiał ze mną i prosił, abym wypychał drużynę wyżej. Nie zostawialiśmy Barcy tyle miejsca w pomocy, co dwa tygodnie temu. Raz ja, raz Cleber wychodziliśmy do ich pomocników. Ten pressing się opłacił, Barca nie miała tyle swobody. Chyba się nie pomylę mówiąc, że przynajmniej momentami dominowaliśmy na boisku.
- Może środek obrony, gdzie już nie trzeba tyle biegać co na boku, jest dla pana przyszłościowym rozwiązaniem?
- Jednak były momenty, gdzie mnie bardzo ciągnęło do przodu. Dwa razy się zerwałem, chciałem uczestniczyć w akcjach ofensywnych. Na grę na stoperze mam jeszcze czas.
- Reprezentacji Polski brakuje stoperów.
- Trener Beenhakker mnie nie widzi. Pogodziłem się z tym i skupiam się na grze w Wiśle. I to w Wiśle, a nie w kadrze odniosłem historyczne zwycięstwo.
źródło: Sport, dodał: KOGUT, odsłon: 119
Musisz się zalogowac aby dodawac komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialści za treść zamieszczonych komentarzy! Zastrzegamy sobie prawo do ich usuwania.
najnowsze









