Ekstraklasa
Felieton

Pierwszy raz
Wtorek, 5 sierpnia, 00:00
Piszę swój pierwszy sportowy felieton (o ile w ogóle można posłużyć się takim słowem określając poniższy tekst, wszak, parafrazując Jerzego Stuhra: felietony to pisze pan Jurek Pilch, pan Adam Godlewski, a ja najwyżej bawię się piórem) i staram się nie popaść już na starcie we wszechogarniający pesymizm. Aż strach zaczynać. Bo o czym napisać? O okresie transferowym i obwoźnym klubie-sklepie Drzymały krążącym między Wrocławiem, Szczecinem a Warszawą, doprowadzając do tego, że piłkarze, którzy cały sezon ciężko pracowali nie otrzymali szansy grać w pucharach? Chcąc napisać coś optymistycznego lepiej również unikać tematu składu ekstraklasy, bo tego przecież nie znamy. Po roku „ciężkiej” pracy i walki z korupcją na dwa dni przed rozpoczęciem sezonu stwierdzono wszak, że to wszystko nieważne. To może puchary? Tam ni śladu po sklepach obwoźnych czy też półnagich działaczach PZPN, opalających się zamiast pracować, niestety podobnie trudno odnaleźć ślady gry polskich drużyn w ostatnich kilku latach. A może nie zaczynać wcale, bo tak łatwiej?
Tego zrobić nie można, nie można głównie dlatego, że jest zdecydowanie lepiej niż się wydaje, wystarczy notoryczny pesymizm większości polskich kibiców na chwilę schować do kieszeni i poszukać pozytywów. Po pierwsze swój wóz Drzymała zaparkował w Warszawie, a więc tam gdzie kibice i stadiony są (lub będą). Już nigdy nie powtórzy się mecz polskiej drużyny w pucharach na którym zasiada trzy tysiące może bardzo sympatycznych, ale wciąż nielicznych kibiców Groclinu Grodziska. Klub będzie miał szansę pozyskać sponsorów, a każdy piłkarz chętniej przeprowadzi się do stołecznej Warszawy niż do miejscowości zdecydowanie mniejszej. Kontynuując wątek okienka transferowego trzeba powiedzieć, że jak do tej pory z ligii nie odszedł żaden wyróżniający się piłkarz. Jedynym klubem, który pozornie stracił jest Wisła Kraków, aczkolwiek brak Dudki w pierwszym składzie nie powinien realnie wpłynąć na jakość gry. Co więcej, w ekstraklasie pojawiło się kilku naprawdę ciekawych piłkarzy jak choćby Semir Stilić z Lecha czy też były kapitan Levante Inaki Descarga.
Jeśli chodzi o naszą ligę i jej skład to sprawa tu jest zdecydowanie bardziej pogmatwana. Pogmatwana głównie z tego powodu, że część kibiców zaczyna tracić przekonanie czy liga ruszy w ogóle. Dziś po raz kolejny przełożony został termin podjęcia decyzji w sprawie ukarania Zagłębia Lubin i Korony Kielce. Co nam pozostaje? W zasadzie nie wiele. Wierzyć w działaczy i ich zdrowy rozsądek, lepiej rzeczywiście rozwiązać sprawę korupcji raz a dobrze (może nawet poprzez amnestie) nawet kosztem przesunięcia ligii niż ciągnąć ją latami.
Puchary- ostatnie lata pokazały, że gra się nam nie łatwo. Pierwsze mecze wszystkich trzech naszych reprezentantów w których w sumie strzelili dwie bramki potwierdziły jeszcze tą tezę, szczególnie że zarówno Lech jak i Legia zagrały z rywalami słabymi, a Wisła conajwyżej z drużyną średnią. Co dalej? Dalej było już tylko lepiej. Dwie nasze drużyny w pucharze UEFA udowodniły, że jeszcze w piłkę grać potrafią i oby to samo udało się Białej Gwieździe w rewanżu z Beitarem
Na koniec dla odmiany (a może po prostu z braku doświadczenia) pozostawiłem rzecz najważniejszą, a wiadomo że najważniejsi w każdej lidze są oczywiście kibice. O nich w Polsce martwić się nie musimy. Różni ludzie mogą mówić o tym jacy to polscy fani są okrutni, straszni i groźni, czemu zaprzeczy każdy kto kiedykolwiek był na stadionie. Świetna atmosfera i głośny doping, to cechuje polskie stadiony i będę spierał się do samego końca z każdym, kto się ze mną nie zgodzi. Nie mówię o kibicach, że są idealnie, bo i nieprzyjemne sytuacje się przytrafiały i trzeba z nimi walczyć ale jest to margines. Wystarczy popatrzyć ilu ludzi posiada już karnety, chociaż tak na dobrą sprawę nie wiadomo kiedy ostatecznie liga ruszy. Przypomnieć sobie mnóstwo ludzi na stadionie Lecha na meczu towarzyskim z reprezentacją Kuby. Ilu z nas po czterdziestu pięciu minutach meczu na Białorusi wierzyło, że Legii uda się strzelić jeszcze niejedną bramkę, ilu było przekonanych, że mecz w Poznaniu nie skończy się remisem, ilu przez następne parę dni będzie planować święto po wygranym dwumeczu z Beitarem? Właśnie to kibice i ich często dość naiwna wiara w moc i potęgę polskiego futbolu mimo wszystko, pcha naszą ligę cały czas przed siebie. Bo zła czy dobra, skorumpowana czy nie, z szesnastoma czy osiemnastoma drużynami ta liga jest najzwyczajniej w świecie NASZA!
Autor: musza, zdjęcie: Ekstraklasa.Net, odsłon: 209
Musisz się zalogowac aby dodawac komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialści za treść zamieszczonych komentarzy! Zastrzegamy sobie prawo do ich usuwania.
najnowsze








