Ekstraklasa
Wydarzenia

Chinyama stoczył z Arboledą mnóstwo pojedynków, fot. Jędrzej Janus
Gdzie trzech się bije….
Niedziela, 5 października, 22:46
Takiego scenariusza 8 kolejki ekstraklasy nie spodziewał się chyba nikt. Ani Legia, ani Wisła, ani Lech, które musiały zadowolić się remisami – tylko „Czarne koszule”, kontynuujące passę spotkań bez porażki, przez przynajmniej najbliższe dwa tygodnie, liderować będą tabeli ekstraklasy.Poznański szlagier Lecha z Legią mógł imponować oprawą i klimatem. Gorzej było natomiast z jego sportową stroną, a zwłaszcza skutecznością strzelecką obu zespołów. Piłkarze „Kolejorza” nawet wspierani dopingiem 25-tysięćznej publiczności nie potrafili znaleźć sposobu na dobrze zorganizowany zespół ze stolicy. Co więcej to Legia na tle wyraźnie zmęczonych 120-minutowym pucharowym bojem z Austrią Wiedeń graczy gospodarzy zaprezentowali się nieco korzystniej. Nie na tyle jednak, by odnieść zwycięstwo.
Pierwszy punkt na trenerskiej ławce Górnika wywalczył w niedzielę Henryk Kasperczak. Piłkarzy z Zabrza tylko kilka minut dzieliło od sprawienie supersensacji, w postaci zwycięstwa outsidera tabeli nad mistrzem Polski, piłkarzy „Białej Gwiazdy”. Krakowianie, podobnie jak gracze Lecha, sprawiali wrażenie zmęczonych pucharowym meczem z Tottenhamem.
Powody do radości miały w ten weekend zespoły prowadzony przez trenerów Jacków Zielińskich. Po remisie przed tygodniem w Gdańsku na zwycięski szlak powróciły „Czarne Koszule”. Zespół stołecznej Polonii specjalnie się nie wysilając uporał się w sobotni wieczór ze słabiutko spisującą się na boiskach rywali Odrą Wodzisław, nieoczekiwanie wracając na fotel lidera.
Gdańska Lechia po 11 latach mogła cieszyć się ze zwycięstwa w derbowym meczu w Gdyni z Arką, dość nieoczekiwanie „ucierając nosa” pewnych wydawałoby się zwycięstwa podopiecznych trenera Czesława Michniewicza. Bohaterami obu tych spotkań byli Filip Ivanovski oraz Paweł Buzała, których gole rozstrzygnęły o losach tych spotkań.
W sobotę słońce zaświeciło także dla piłkarzy Piasta i ich trenera Marka Wleciałowskiego. Gliwiczanie przerwali passę pięciu kolejnych porażek, pokonując w meczu „o cztery punkty” ŁKS 2:1. Wartość tego zwycięstwa jest tym większa, że gliwiczanie nie tylko przerwali serię pięciu kolejnych porażek, ale wykazali się w tym meczu 100-procentową(!) skutecznością.
Na ligowym dnie znów Cracovia, która po remisie przed tygodniem we Wrocławiu rozegrała kolejne beznadziejne spotkanie, zasłużenie ulegając bytomskiej Polonii. Gdyby nie Marcin Cabaj, który między innymi obronił rzut karny, porażka „Pasów” byłaby o wiele wyższa.
8 kolejka ekstraklasy przyniosła najmniej goli, spośród wszystkich rozegranych w tym sezonie, bo zaledwie 14. Także piątkowo-sobotnia frekwencja na trybunach była wyjątkowo niska (zaledwie 21 tysięcy kibiców na 6 stadionach!) Wyśrubowały ją, co prawda dwa niecelne spotkania, które obejrzało 39 tysięcy widzów), jednak nie zmienia to niekorzystnej tendencji spadkowej z ostatnich tygodni.
Tym razem arbitrzy nieco życzliwszym okiem patrzyli na poczynania piłkarzy. Nie było, bowiem ani jednej czerwonej kartki, ale za to aż 34 „żółtka”, dające dość wysoką średnią na mecz.
Teraz przed nami emocje związane z eliminacyjnymi meczami MŚ-2010 reprezentacji z Czechami i Słowacją, które miejmy nadzieje dojdą do skutku, a na ligowe boiska piłkarze powrócą za dwa tygodnie.
Autor: Ligowiec, zdjęcie: Jędrzej Janus, odsłon: 561
Musisz się zalogowac aby dodawac komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialści za treść zamieszczonych komentarzy! Zastrzegamy sobie prawo do ich usuwania.
najnowsze









