|
Godzina 17:28, Poniedziałek, 28 lutego Stawowy ma dość
Dla mnie wyniki w grach kontrolnych są sprawą drugorzędną - przekonywał nas przed meczem z mołdawską drużyną Zimbru Kiszyniów trener Cracovii Wojciech Stawowy. - Owszem, w takich spotkaniach trzeba wyrabiać nawyk wygrywania
Wygląda na to, że jeszcze kilku piłkarzy Stawowego nie ma takiej świadomości, bo w sobotni wieczór na boisku w Colakci doprowadzili swojego szkoleniowca do białej gorączki. To był prawdziwy popis nieskuteczności krakowian, którzy powinni byli wygrać w tym spotkaniu wysoko, tymczasem zremisowali zaledwie 0:0. Trener polskiej drużyny, który jeszcze na kilka minut przed meczem sprawiał wrażenie bardzo spokojnego człowieka o mało nie eksplodował z nerwów, kiedy patrzył na grę niektórych podopiecznych. Typowy baran
Cracovia zaczęła to spotkanie bardzo dobrze. Częste, szybkie wymiany podań z pierwszej piłki sprawiały, że czołowa drużyna klubowa Mołdawii zupełnie się gubiła. Pierwsze dwadzieścia minut to absolutna dominacja Cracovii, która utrzymywała się przez większość czasu przy piłce, grała futbol mądrzejszy i dojrzalszy. Tuż przed przerwą krakowianie mogli objąć prowadzenie, ale świetnego podania Tomasza Moskały nie wykorzystał Paweł Nowak, który posłał piłkę obok słupka. Rywale tylko raz poważnie zmusili do interwencji Sławomira Olszewskiego, kiedy Arkadiusz Baran tak niefortunnie zagrał do partnera, że piłka trafiła wprost pod nogi Witalija Manaliu - tego samego, którego niedawno testowała Legia.
To po błędzie Barana Stawowy wybuchł po raz pierwszy.
-Baran! No typowy baran, co gra w poprzek - wściekał się na swojego pomocnika. Ta wściekłość rosła na potęgę z każdą minutą drugiej połowy. Trudno się jednak dziwić reakcjom Stawowego. Jeśli nie wykorzystuje się takich sytuacji jak Łukasz Szczoczarz, który minął bramkarza i nie trafił do pustej bramki, to trudno wygrać nawet z najsłabszym rywalem.
- To jest skandal! - skwitował krótko nieskuteczność swojego napastnika Stawowy.
Najwięcej oberwało się jednak Marcinowi Dudzińskiemu. - Człowieku, zamiast kreować grę, ty osłabiasz zespół! -krzyczał w jego stronę poirytowany szkoleniowiec, który za każdym zagraniem napastnika Cracovii nakręcał się coraz bardziej. - No przecież zaraz mnie krew zaleje, nie gramy na wsi, tylko, w pierwszej lidze! - rozkładał bezradnie ręce, kiedy Dudziński wdał się w niepotrzebny drybling. Po przerwie na boisku pojawił się Marcin Bojarski i to on wniósł najwięcej ożywienia do gry Cracovii. - Ależ on ma dynamikę, co? - nie mógł się nadziwić oglądający to spotkanie profesor Jan Chmura. Dryblingi i efektowne zagrania Bojarskiego faktycznie mogły się podobać, ale w żaden sposób nie wpłynęły na końcowy rezultat.
Nerwowe reakcje
- Mieliśmy cztery, może pięć sytuacji, z których powinniśmy strzelić bramki. Przed ligą musimy wyeliminować wszystkie niedoróbki w naszej grze - podsumował spotkanie z Zimbru Tomasz Moskała.
- Jestem bardzo zdenerwowany, bo liga jest tuż, tuż, a my dzisiaj marnowaliśmy sytuacje, które ciężko nawet określić mianem stuprocentowych. Jeżeli zawodnik mija bramkarza, ma . przed sobą pustą bramkę i nią w nie trafia, to może wyprowadzić z równowagi każdego -mówił po meczu Stawowy. Czy trener Cracovii widzi w grze swojego zespołu jakiekolwiek pozytywy? Tak. - Agresywna gra, pressing – zwłaszcza w pierwszej połowie kilka akcji było przeprowadzonych w szybkim tempie. Nerwowo reagowałem w czasie meczu, ale już za kilka godzin będę musiał wyciągnąć wnioski. W lidze będą się liczyły bramki, bo one, a nie ładne klepanie piłki, dają punkty.
Nasze serwisy: Cracovia Kraków
Autor: Projo, Ľródło: Tempo Odsłon: 555
|