Ekstraklasa
Felietony

Eksportowa myśl szkoleniowa
| Maciej Słowiński |
|
Według ostatnich doniesień prasowych następcą Henryka Kasperczaka w Górniku zostanie Ryszard Komornicki. Niby nic zaskakującego - młody, ambitny trener, spoza układów. Były piłkarz zasłużonego klubu, podejmuje walkę o odbudowanie dobrego imienia 14-krotnego mistrza Polski.
Jednak moją uwagę zwrócił fakt, że Ryszard Komornicki był dotąd jednym z nielicznych polskich szkoleniowców, który osiągnął jakieś sukcesy zagranicą. Konkretnie, jego dziełem były zaskakująco dobre wyniki przeciętnej, szwajcarskiej drużyny FC Aarau. Można było przeczytać wiele artykułów w których Szwajcarzy rozpływali się nad ambicją i pracowitością Polaka. Pojawiało się mnóstwo spekulacji, na temat dalszej przyszłości zdolnego trenera. Mówiło się o czołowych klubach szwajcarskich i 2.Bundeslidze (TSV 1860 Monachium). Zamiast perspektyw walki o mistrzostwo Szwajcarii, tudzież podboju Bundesligi trener Komornicki skazał się na naszą, drugoligową młóckę. O czym to świadczy? Można oczywiście zakładać, że o dozgonnej miłości do macierzystego klubu, bądź chęci pokazania, że zrobi to co nie wyszło Kasperczakowi. A może jest tak, że wcale tak dużo ofert z innych klubów nie napłynęło? Może początkowe zainteresowanie jego osobą szybko wygasło? A widząc, że z Aarau już więcej nie osiągnie, perspektywa pracy w Górniku (gdzie jak powszechnie wiadomo dobrze płacą) okazała się całkiem ciekawym rozwiązaniem.
Komornicki musi jednak pamiętać o losie swojego poprzednika. Henryk Kasperczak przychodził do zabrzańskiego klubu w aurze gwiazdy, guru polskich szkoleniowców, z etykietką tego, któremu się powiodło zagranicą. Faktycznie Henri może pochwalić się w swoim CV prowadzeniem francuskich zespołów z League 1 (St. Etienne, Montpellier, Bastia) i wieloma sukcesami na Czarnym Lądzie (Między innymi z reprezentacjami WKS, Senegalu, Mali i Tunezji). W między czasie zdołał jeszcze zabłysnąć w krakowskiej Wiśle, z którą zdobył kilka tytułów mistrzowskich i dobrze zaprezentował się w europejskich pucharach. Niestety nie potrafił odnaleść się w Górniku. I naprawdę nie ma nic na swoje usprawiedliwienie. Dostał czas, komfort psychiczny, gotówkę na transfery i pełną dowolność przy kształtowaniu kadry. Skończyło się katastrofą - zajęciem ostatniego miejsca. I w ten sposób legenda Kasperczaka zleciała na łeb na szyję, tak jak i jego marzenia o kadrze narodowej.
Do głowy przychodzi mi jeszcze jedno nazwisko naszego rodaka, który jakoś radzi sobie na zachodzie. To Piotr Nowak. Zdobył mistrzostwo MLS z Washington DC United, a następnie prowadził reprezentację USA na olimpiadzie w Pekinie. Ostatnio był asystentem trenera kadry USA, ale zrezygnował by objąć nowopowstałą drużynę w MLS. A więc trzech. W tym dwóch wróciło już do Polski. Warto też zwrócić uwagę, że każdy z tej trójki w kraju gdzie osiągał sukcesy czuje się jak w domu i jest traktowany jak "swój". Nowak od 11 lat mieszka w USA, Komornicki był gwiazdą tamtejszej ligi i również tam mieszka, a Kasperczak pewnie lepiej mówi po francusku niż po polsku. Niestety nie ma ANI JEDNEGO polskiego szkoleniowca, który dobrą pracą w polskiej lidze zwrócił na siebie uwagę klubów zachodnich (lub wschodnich) i dostał tam angaż. Dlaczego tak jest? Skoro np taka Rumunia może pochwalić się trenerami w czołowych ligach (Ladislao Boloni, Mircea Lucescu).
Podstawową przyczyną wydaje się brak sukcesów w europejskich pucharach. Mało kto na zachodzie zwraca uwagę na wyniki na naszym podwórku. Ale chyba nie tylko. W końcu w połowie lat dziewięćdziesiątych Paweł Janas wprowadził Legię do Ligi Mistrzów (osiągnął ćwierćfinał), a Franciszek Smuda zagrał w niej z Widzewem Łódź. Mimo to nie otrzymali żadnych, konkretnych ofert. Niestety również reprezentacja Polski nie stanowi wizytówki polskiej myśli szkoleniowej - w latach dziewięćdziesiątych notorycznie omijaliśmy wielkie imprezy, a w latach dwutysięcznych, co prawda awansowaliśmy do kilku, ale występy na nich kończyły się, delikatnie rzecz ujmując, fiaskiem.
Na szczęście jest parę jaskółek, którym można wróżyć jako taką przyszłość. Po pierwsze niezdzieralny Smuda, jest wolny i zdeterminowany by spróbować swoich sił w Niemczech. A zaraz za nim mamy całkiem pokaźną watahę młodych, ambitnych wilczków, które już podbiły polską ligę i powoli dorastają do dalszych wyzwań. Mam tu na myśli przede wszystkim Macieja Skorżę, a także Jana Urbana, Ryszarda Tarasiewicza, Michała Probierza i Rafała Ulatowskiego. Może któremuś się uda...
Komornicki musi jednak pamiętać o losie swojego poprzednika. Henryk Kasperczak przychodził do zabrzańskiego klubu w aurze gwiazdy, guru polskich szkoleniowców, z etykietką tego, któremu się powiodło zagranicą. Faktycznie Henri może pochwalić się w swoim CV prowadzeniem francuskich zespołów z League 1 (St. Etienne, Montpellier, Bastia) i wieloma sukcesami na Czarnym Lądzie (Między innymi z reprezentacjami WKS, Senegalu, Mali i Tunezji). W między czasie zdołał jeszcze zabłysnąć w krakowskiej Wiśle, z którą zdobył kilka tytułów mistrzowskich i dobrze zaprezentował się w europejskich pucharach. Niestety nie potrafił odnaleść się w Górniku. I naprawdę nie ma nic na swoje usprawiedliwienie. Dostał czas, komfort psychiczny, gotówkę na transfery i pełną dowolność przy kształtowaniu kadry. Skończyło się katastrofą - zajęciem ostatniego miejsca. I w ten sposób legenda Kasperczaka zleciała na łeb na szyję, tak jak i jego marzenia o kadrze narodowej.
Do głowy przychodzi mi jeszcze jedno nazwisko naszego rodaka, który jakoś radzi sobie na zachodzie. To Piotr Nowak. Zdobył mistrzostwo MLS z Washington DC United, a następnie prowadził reprezentację USA na olimpiadzie w Pekinie. Ostatnio był asystentem trenera kadry USA, ale zrezygnował by objąć nowopowstałą drużynę w MLS. A więc trzech. W tym dwóch wróciło już do Polski. Warto też zwrócić uwagę, że każdy z tej trójki w kraju gdzie osiągał sukcesy czuje się jak w domu i jest traktowany jak "swój". Nowak od 11 lat mieszka w USA, Komornicki był gwiazdą tamtejszej ligi i również tam mieszka, a Kasperczak pewnie lepiej mówi po francusku niż po polsku. Niestety nie ma ANI JEDNEGO polskiego szkoleniowca, który dobrą pracą w polskiej lidze zwrócił na siebie uwagę klubów zachodnich (lub wschodnich) i dostał tam angaż. Dlaczego tak jest? Skoro np taka Rumunia może pochwalić się trenerami w czołowych ligach (Ladislao Boloni, Mircea Lucescu).
Podstawową przyczyną wydaje się brak sukcesów w europejskich pucharach. Mało kto na zachodzie zwraca uwagę na wyniki na naszym podwórku. Ale chyba nie tylko. W końcu w połowie lat dziewięćdziesiątych Paweł Janas wprowadził Legię do Ligi Mistrzów (osiągnął ćwierćfinał), a Franciszek Smuda zagrał w niej z Widzewem Łódź. Mimo to nie otrzymali żadnych, konkretnych ofert. Niestety również reprezentacja Polski nie stanowi wizytówki polskiej myśli szkoleniowej - w latach dziewięćdziesiątych notorycznie omijaliśmy wielkie imprezy, a w latach dwutysięcznych, co prawda awansowaliśmy do kilku, ale występy na nich kończyły się, delikatnie rzecz ujmując, fiaskiem.
Na szczęście jest parę jaskółek, którym można wróżyć jako taką przyszłość. Po pierwsze niezdzieralny Smuda, jest wolny i zdeterminowany by spróbować swoich sił w Niemczech. A zaraz za nim mamy całkiem pokaźną watahę młodych, ambitnych wilczków, które już podbiły polską ligę i powoli dorastają do dalszych wyzwań. Mam tu na myśli przede wszystkim Macieja Skorżę, a także Jana Urbana, Ryszarda Tarasiewicza, Michała Probierza i Rafała Ulatowskiego. Może któremuś się uda...
| Zaloguj się: | lub używając konta w Facebook.com |
Redakcja nie ponosi odpowiedzialści za treść zamieszczonych komentarzy. Zastrzegamy sobie prawo do ich usuwania oraz blokowania kont osób łamiących regulamin.
najnowsze





