Ekstraklasa
Felietony

fot. Ekstraklasa.Net
Był sobie chłopiec…
| Tomasz Górka |
|
Piłkarzem chce zostać niemal każdy facet w młodym wieku. Nielicznym udaje się zrealizować swoje dziecięce marzenie, szczególnie w Polsce - opisuje w swoim felietonie niezwykłą historie młodego piłkarza Tomasz Górka.
Pół biedy, gdy dzieciak mieszka w dużej aglomeracji, ale ci z małych miejscowości mają istną drogę krzyżową na szczyt kariery. Wiadomo, trenerzy niedouczeni, prezesi lenie, boiska treningowe zaorane niczym pole do uprawy buraków i nomen – omen stado buraków w PZPN.
Mimo wszystko, jeśli chłopak ma charakter to dojdzie do celu. Nie musi przecież zgrywać gwiazdy, bo strzelił bramkę w IV lidze, w jakimś Pipidowie – tak jak to robią jego koledzy. On wie, że jest to jeden z etapów drogi na szczyt i to mało znaczący.
Podczas, gdy jego najlepsi kumple bawią się w dyskotece, on trenuje strzały, szlifuje drybling, biega i doskonali technikę. Kiedy już skończy, wpada do szatni cały spocony, umorusany w błocie, czasem skaleczony, gdy nie zauważy na murawie potłuczonej butelki po tanim winie. Nikogo nie zastaje, bo żaden zawodnik z drużyny nie został tak jak on po treningu. Pewnie mieli ważniejsze sprawy na głowie.
Gdy wychodzi spod prysznica, zastanawia się czy to wszystko ma sens, bo przecież pracuje sumiennie, a w dalszym ciągu błyszczy tylko na wioskach, w niższych klasach rozgrywkowych. W tym samych czasie, w Szczecinie ludzie mają niezły ubaw z brazylijskich pseudowirtuozów udających piłkarzy Pogoni.
Każdy w swoim życiu ma jakieś momenty zwątpienia, słabi się poddają, a silni idą dalej. Akurat ten zawodnik postanowił, że będzie kontynuował swój plan. W dalszym ciągu ciężko trenuje, z wiarą, że sukcesy przyjdą.
Jego życie nie jest usłane różami, bo wie, że skauting w Polsce jest tak profesjonalny jak kampania wyborcza Krzysztofa Kononowicza. Mimo wszystko w końcu pewien działacz pofatygował się na jego mecz, bo odwołano nieźle zakrapiane dożynki w pobliskiej wsi. Z nudów postanowił obejrzeć spotkanie w którym koncertowo zagrał nasz bohater. Oczarowany jego grą, postanowił, że bez niego nie wraca.
Później wszystko potoczyło się szybko. Transfer do klubu I-ligowego, aspirującego do ekstraklasy. Dziecięce marzenia były już na wyciągnięcie ręki, wystarczyło tylko osiągnąć awans.
Początkowo trudno było w ogóle wywalczyć sobie miejsce w nowej drużynie. Przecież przeskok z IV do I ligi jest bardzo trudny, ale chłopak pamiętał, że ciężka praca prędzej czy później daje efekty.
Jego ambicja zaowocowała. Zacisnął zęby, wywalczył miejsce w drużynie, a przy pomocy jego dobrej postawy, jego team wywalczył awans. Radości było co nie miara…
Sprawiedliwość jest jednak rzeczą znacznie ważniejszą niż jego treningi w błocie, doskonalenie strzałów, szlifowanie techniki i padanie na twarz ze zmęczenia. Grupa „Strażników Teksasu” postanowiła zaprowadzić porządek w polskiej piłce.
Ich decyzje najprawdopodobniej zaowocują degradacją do niższej ligi, ponieważ kilka lat temu jakiś pan mógł próbować przekupić sędziego czy tam przeciwników.
Ktoś za to musi odpowiedzieć w imię sprawiedliwości! Najlepiej niech odpowie ten chłopak, w końcu zasuwał tyle na boisku, więc może to robić jeszcze przez rok. Zadecydują tak panowie, którzy piłkę ostatni raz kopnęli chyba przed wojną.
Piłkarscy szeryfowie nie ukarzą tych, którzy handlowali meczami, powiedzmy 10 lat temu, bo nie mogą, prawo nie pozwala. Mimo wszystko naprawdę wierzą, że zaprowadzą stuprocentową sprawiedliwość. Podobno wiara przenosi nawet góry…
Za kilka lat oczywiście będzie debata pod tytułem „co z tą piłką”. Panowie działacze będą prezentowali swoje „genialne” pomysły. Oni zawsze wiedzą najlepiej jak pomóc. Szkoda, że nigdy nie wpadną na to, że najlepiej pomogliby, gdyby przestali przeszkadzać.
Mimo wszystko, jeśli chłopak ma charakter to dojdzie do celu. Nie musi przecież zgrywać gwiazdy, bo strzelił bramkę w IV lidze, w jakimś Pipidowie – tak jak to robią jego koledzy. On wie, że jest to jeden z etapów drogi na szczyt i to mało znaczący.
Podczas, gdy jego najlepsi kumple bawią się w dyskotece, on trenuje strzały, szlifuje drybling, biega i doskonali technikę. Kiedy już skończy, wpada do szatni cały spocony, umorusany w błocie, czasem skaleczony, gdy nie zauważy na murawie potłuczonej butelki po tanim winie. Nikogo nie zastaje, bo żaden zawodnik z drużyny nie został tak jak on po treningu. Pewnie mieli ważniejsze sprawy na głowie.
Gdy wychodzi spod prysznica, zastanawia się czy to wszystko ma sens, bo przecież pracuje sumiennie, a w dalszym ciągu błyszczy tylko na wioskach, w niższych klasach rozgrywkowych. W tym samych czasie, w Szczecinie ludzie mają niezły ubaw z brazylijskich pseudowirtuozów udających piłkarzy Pogoni.
Każdy w swoim życiu ma jakieś momenty zwątpienia, słabi się poddają, a silni idą dalej. Akurat ten zawodnik postanowił, że będzie kontynuował swój plan. W dalszym ciągu ciężko trenuje, z wiarą, że sukcesy przyjdą.
Jego życie nie jest usłane różami, bo wie, że skauting w Polsce jest tak profesjonalny jak kampania wyborcza Krzysztofa Kononowicza. Mimo wszystko w końcu pewien działacz pofatygował się na jego mecz, bo odwołano nieźle zakrapiane dożynki w pobliskiej wsi. Z nudów postanowił obejrzeć spotkanie w którym koncertowo zagrał nasz bohater. Oczarowany jego grą, postanowił, że bez niego nie wraca.
Później wszystko potoczyło się szybko. Transfer do klubu I-ligowego, aspirującego do ekstraklasy. Dziecięce marzenia były już na wyciągnięcie ręki, wystarczyło tylko osiągnąć awans.
Początkowo trudno było w ogóle wywalczyć sobie miejsce w nowej drużynie. Przecież przeskok z IV do I ligi jest bardzo trudny, ale chłopak pamiętał, że ciężka praca prędzej czy później daje efekty.
Jego ambicja zaowocowała. Zacisnął zęby, wywalczył miejsce w drużynie, a przy pomocy jego dobrej postawy, jego team wywalczył awans. Radości było co nie miara…
Sprawiedliwość jest jednak rzeczą znacznie ważniejszą niż jego treningi w błocie, doskonalenie strzałów, szlifowanie techniki i padanie na twarz ze zmęczenia. Grupa „Strażników Teksasu” postanowiła zaprowadzić porządek w polskiej piłce.
Ich decyzje najprawdopodobniej zaowocują degradacją do niższej ligi, ponieważ kilka lat temu jakiś pan mógł próbować przekupić sędziego czy tam przeciwników.
Ktoś za to musi odpowiedzieć w imię sprawiedliwości! Najlepiej niech odpowie ten chłopak, w końcu zasuwał tyle na boisku, więc może to robić jeszcze przez rok. Zadecydują tak panowie, którzy piłkę ostatni raz kopnęli chyba przed wojną.
Piłkarscy szeryfowie nie ukarzą tych, którzy handlowali meczami, powiedzmy 10 lat temu, bo nie mogą, prawo nie pozwala. Mimo wszystko naprawdę wierzą, że zaprowadzą stuprocentową sprawiedliwość. Podobno wiara przenosi nawet góry…
Za kilka lat oczywiście będzie debata pod tytułem „co z tą piłką”. Panowie działacze będą prezentowali swoje „genialne” pomysły. Oni zawsze wiedzą najlepiej jak pomóc. Szkoda, że nigdy nie wpadną na to, że najlepiej pomogliby, gdyby przestali przeszkadzać.
| Zaloguj się: | lub używając konta w Facebook.com |
Redakcja nie ponosi odpowiedzialści za treść zamieszczonych komentarzy. Zastrzegamy sobie prawo do ich usuwania oraz blokowania kont osób łamiących regulamin.
najnowsze



