Ekstraklasa
Felietony

fot. Ekstraklasa.Net
Wielka wyprzedaż?
| Grzegorz Chmielewski |
|
Dziwna i nieprzewidywalna jest ta polska liga. Tak samo dziwne i nieprzewidywalne będzie najbliższe okienko transferowe.
Większość czołowych polskich klubów zamiast wzmocnić, osłabi swoje kadry. Pierwszy za ciosem poszedł Lech Poznań, który za 3,2 mln euro do mistrza Rosji: Rubina Kazań sprzedał Rafała Murawskiego. Kto będzie następny? Niewykluczone, że Legia Warszawa lub Wisła Kraków.
Oba zespoły za kilka tygodni przystąpią do gry w eliminacjach: Legia do Pucharu UEFA a Wisła do Ligi Mistrzów. Należy się liczyć, że jeśli do ich siedzib wpłynie odpowiednia oferta, to nie zawahają się i również odstąpią swoje czołowe gwiazdy. W Warszawie najwięcej można zarobić na transferze Jana Muchy, a w Krakowie na Pawle Brożku. Wymieni zawodnicy, mimo że grają na dwóch przeciwnych pozycjach mają ze sobą wiele wspólnego. Z dobrej strony w ostatnich miesiącach pokazali się nie tylko w polskiej lidze, ale również w reprezentacji.
Paweł Brożek w przerwie zimowej zadeklarował, że lato to najlepsza pora na zmianę klubu. Z tego powodu jeszcze w styczniu i lutym nie chciał nawet słyszeć o przeprowadzce spod Wawela. Wolał poczekać i to się opłaciło. W minionym sezonie zgarnął po raz drugi dwa najcenniejsze dla zawodnika trofea – tytuł Mistrza Polski i najlepszego strzelca. W utrzymaniu swojej dominacji na ligowych boiskach nie przeszkodziła mu nawet kontuzja jakiej doznał jeszcze w marcu. Wykurował się wracając na mecze, które zadecydowały o zdobyciu przez niego podwójnej korony. Oszczędny w słowach w sprawie ewentualnego odejścia jest Jan Mucha. Podobnie jak Brożek w lidze nie ma sobie równych. Do pełni szczęścia brakuje mu jednak mistrzostwa. Czy zdoła jeszcze po nie jeszcze sięgnąć? Niekoniecznie, bowiem warszawscy działacze w pamięci mają historię sprzed roku, z innym obcokrajowcem - Rogerem. Brazylijski pomocnik znajdował się wtedy w życiowej formie. Dzięki udanym występom w polskiej reprezentacji, zainteresowały się nim czołowe europejskie zespoły. Kwoty jakie wtedy padły mogły przyprawić o zawrót głowy. Niektórzy mówili, że wart jest nawet 9 milionów Euro. Skończyło się tylko na spekulacjach. Rozczarowany Roger, przez ostatnie miesiące spuścił z tonu i teraz w Warszawie mogą go odsprzedać za sumę przynajmniej 10 razy mniejszą.
Z Brożkiem i Muchą takich problemów raczej nie będzie, ale lepiej jest dmuchać na zimne. Gdyby któremuś z nich przydarzyła się groźniejsza kontuzja wtedy cena zacznie spadać. A ta na dzień dzisiejszy jest już na tyle wywindowana, że powinna zaspokoić oczekiwania Bogusława Ciupała i Mariusza Waltera. Zakładając więc czysto hipotetycznie, że do transferu zawodników w najbliższym czasie dojdzie, to pojawi się problem z następcami. Zarówno w Legii i Wiśle dublerów ich klasy brakuje. Działacze dysponując zastrzykiem gotówki będą musieli sięgnąć po piłkarzy, najlepiej polskich, z innych klubów. Niestety, z tym pozyskiwaniem wartościowych i w związku z tym drogich graczy jest u nas różnie Po raz ostatni na rynku poszalał Lech. W Krakowie i w Warszawie przynajmniej dwa poprzednie okienka transferowe przespano. W najbardziej pesymistycznym scenariuszu, gdy ta sytuacja powtórzy się latem, to szanse na przebrnięcie przez tą parę rund eliminacyjnych w europejskich pucharach zmaleją do zera.
Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że w miarę mocną kadrą dysponuje Lech. Poznański klub nie musiał jej drastycznie przebudowywać, gdyż wystarczyłoby, aby dokupił dwóch, trzech zawodników. Pierwszy krok ku wzmocnieniu się został zresztą zrobiony. Kolejarz za niewielkie pieniądze pozyskał utalentowanego bramkarza Piasta Gliwice, Grzegorza Kasprzika. Kolejny w niedzielę, przypomniał już jednak niestety skok w tył. Prowadzący od niedawna Lecha Jacek Zieliński stracił Rafała Murawskiego, zawodnika na którym miał opierać swoją taktykę. Nowy trener znalazł się pod murem. Jeśli klub zdoła pozyskać kogoś na jego miejsce, a wśród kandydatów wymienia się Mateusza Centnarskiego, to problem choć po części zostanie rozwiązany. Jeśli jednak do tego nie dojdzie, w składzie powstanie dziura, która rykoszetem odbije się w decydujących momentach sezonu.
Oba zespoły za kilka tygodni przystąpią do gry w eliminacjach: Legia do Pucharu UEFA a Wisła do Ligi Mistrzów. Należy się liczyć, że jeśli do ich siedzib wpłynie odpowiednia oferta, to nie zawahają się i również odstąpią swoje czołowe gwiazdy. W Warszawie najwięcej można zarobić na transferze Jana Muchy, a w Krakowie na Pawle Brożku. Wymieni zawodnicy, mimo że grają na dwóch przeciwnych pozycjach mają ze sobą wiele wspólnego. Z dobrej strony w ostatnich miesiącach pokazali się nie tylko w polskiej lidze, ale również w reprezentacji.
Paweł Brożek w przerwie zimowej zadeklarował, że lato to najlepsza pora na zmianę klubu. Z tego powodu jeszcze w styczniu i lutym nie chciał nawet słyszeć o przeprowadzce spod Wawela. Wolał poczekać i to się opłaciło. W minionym sezonie zgarnął po raz drugi dwa najcenniejsze dla zawodnika trofea – tytuł Mistrza Polski i najlepszego strzelca. W utrzymaniu swojej dominacji na ligowych boiskach nie przeszkodziła mu nawet kontuzja jakiej doznał jeszcze w marcu. Wykurował się wracając na mecze, które zadecydowały o zdobyciu przez niego podwójnej korony. Oszczędny w słowach w sprawie ewentualnego odejścia jest Jan Mucha. Podobnie jak Brożek w lidze nie ma sobie równych. Do pełni szczęścia brakuje mu jednak mistrzostwa. Czy zdoła jeszcze po nie jeszcze sięgnąć? Niekoniecznie, bowiem warszawscy działacze w pamięci mają historię sprzed roku, z innym obcokrajowcem - Rogerem. Brazylijski pomocnik znajdował się wtedy w życiowej formie. Dzięki udanym występom w polskiej reprezentacji, zainteresowały się nim czołowe europejskie zespoły. Kwoty jakie wtedy padły mogły przyprawić o zawrót głowy. Niektórzy mówili, że wart jest nawet 9 milionów Euro. Skończyło się tylko na spekulacjach. Rozczarowany Roger, przez ostatnie miesiące spuścił z tonu i teraz w Warszawie mogą go odsprzedać za sumę przynajmniej 10 razy mniejszą.
Z Brożkiem i Muchą takich problemów raczej nie będzie, ale lepiej jest dmuchać na zimne. Gdyby któremuś z nich przydarzyła się groźniejsza kontuzja wtedy cena zacznie spadać. A ta na dzień dzisiejszy jest już na tyle wywindowana, że powinna zaspokoić oczekiwania Bogusława Ciupała i Mariusza Waltera. Zakładając więc czysto hipotetycznie, że do transferu zawodników w najbliższym czasie dojdzie, to pojawi się problem z następcami. Zarówno w Legii i Wiśle dublerów ich klasy brakuje. Działacze dysponując zastrzykiem gotówki będą musieli sięgnąć po piłkarzy, najlepiej polskich, z innych klubów. Niestety, z tym pozyskiwaniem wartościowych i w związku z tym drogich graczy jest u nas różnie Po raz ostatni na rynku poszalał Lech. W Krakowie i w Warszawie przynajmniej dwa poprzednie okienka transferowe przespano. W najbardziej pesymistycznym scenariuszu, gdy ta sytuacja powtórzy się latem, to szanse na przebrnięcie przez tą parę rund eliminacyjnych w europejskich pucharach zmaleją do zera.
Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że w miarę mocną kadrą dysponuje Lech. Poznański klub nie musiał jej drastycznie przebudowywać, gdyż wystarczyłoby, aby dokupił dwóch, trzech zawodników. Pierwszy krok ku wzmocnieniu się został zresztą zrobiony. Kolejarz za niewielkie pieniądze pozyskał utalentowanego bramkarza Piasta Gliwice, Grzegorza Kasprzika. Kolejny w niedzielę, przypomniał już jednak niestety skok w tył. Prowadzący od niedawna Lecha Jacek Zieliński stracił Rafała Murawskiego, zawodnika na którym miał opierać swoją taktykę. Nowy trener znalazł się pod murem. Jeśli klub zdoła pozyskać kogoś na jego miejsce, a wśród kandydatów wymienia się Mateusza Centnarskiego, to problem choć po części zostanie rozwiązany. Jeśli jednak do tego nie dojdzie, w składzie powstanie dziura, która rykoszetem odbije się w decydujących momentach sezonu.
Ľródło: inf. własna
| Zaloguj się: | lub używając konta w Facebook.com |
Redakcja nie ponosi odpowiedzialści za treść zamieszczonych komentarzy. Zastrzegamy sobie prawo do ich usuwania oraz blokowania kont osób łamiących regulamin.
najnowsze



