Ekstraklasa
Wydarzenia

Przychodzę żeby zapieprzać
| Mariusz Wiwatowski |
|
Maciej Szmatiuk podpisał kontrakt z Arką Gdynia . Ma on uzupełnić lukę w linii defensywy w gdyńskim klubie która powstała po zakończeniu kariery przez Dariusza Żurawia. Grzegorz Kubicki z Gazety Wyborczej przeprowadził z zawodnikiem krótki wywiad.
Dwa lata temu, kiedy Arka była w II lidze, rozegrała dwa mecze z pana Podbeskidziem. Pamięta pan tamte spotkania?
U siebie przegraliśmy 0:1, a bramkę straciliśmy w momencie, kiedy mnie nie było na boisku. W jednej z akcji starłem się z Krzysztofem Sobierajem i sędzia kazał mi zejść poza boisko, bo miałem rozcięty łuk brwiowy. Arka miała w tym momencie rzut rożny i właśnie po nim strzeliła bramkę. Rewanż w Gdyni był dramatyczny. Do 70. minuty prowadziliśmy 2:0, a jeszcze w 91. minucie - 2:1. Mimo to przegraliśmy. Najpierw Bartek Karwan popisał się znakomitym wolejem, a potem Arka miała jedenastkę, bo nasz obrońca Mike Mouzie zgarnął piłkę ręką w polu karnym. Chyba myślał, że gramy w siatkówkę, bo zachował się tak, jakby skakał do bloku.
Arka jeszcze nie wie, w której lidze zagra, ale mogło być nawet tak, że jej rywalem w barażu byłoby Podbeskidzie. W której drużynie by pan zagrał?
Taka możliwość oddaje absurd sytuacji. Nie wiem, którzy zawodnicy powinni grać w barażach - ci, którym skończyły się już umowy, czy ci, którzy są nowi w zespole? A ja? Jedną połowę zagrałbym w koszulce Podbeskidzia, a drugą w stroju Arki.
W poprzednim sezonie grał pan we wszystkich meczach Podbeskidzia, w każdym od pierwszej do ostatniej minuty. I choć jest pan obrońcą, dostał pan tylko trzy żółte kartki.
Miałem szczęście. W kilku sytuacjach, w których zasłużyłem na kartkę, udało mi się schować, zniknąć w zamieszaniu. W ostatnich sezonach nie narzekam na brak grania - na 68 możliwych spotkań rozegrałem 66. W poprzednim sezonie nie mogłem rozegrać 34. spotkania, bo z Kmitą Zabierzów wygraliśmy walkowerem. Rok wcześniej z powodu kartek opuściłem tylko jeden mecz - z Odrą Opole.
Boi się pan skoku do ekstraklasy?
Nie ma się czego bać. W I lidze graliśmy z Zagłębiem Lubin, Widzewem Łódź, Koroną Kielce, Wisłą Płock czy rok wcześniej Arką. To zespoły niemal z ekstraklasy, które mają wielu doświadczonych piłkarzy. Ale mimo to potrafiliśmy z nimi walczyć, choć w Podbeskidziu nie mieliśmy tylu pieniędzy i znanych nazwisk.
Po odejściu Dariusza Żurawia w obronie Arki jest potężna dziura. Da pan radę ją załatać?
Szkoda, że Darka nie będzie, bo to gracz, przy boku którego wiele można się nauczyć. Zrobię wszystko, aby jego brak był jak najmniej widoczny. Ale nie chcę, żeby mówiono o mnie: "To ten, co ma zastąpić Żurawia". Przyszedłem do Arki po to, aby zapieprzać na treningach i sprawić, aby zespół był jak najwyżej w tabeli.
Jak pana przyjęli piłkarze?
Atmosfera jest fajna. Już wcześniej znałem się z Andrzejem Bledzewskim. Innych piłkarzy znam z boiska, bo grałem przeciwko nim.
U siebie przegraliśmy 0:1, a bramkę straciliśmy w momencie, kiedy mnie nie było na boisku. W jednej z akcji starłem się z Krzysztofem Sobierajem i sędzia kazał mi zejść poza boisko, bo miałem rozcięty łuk brwiowy. Arka miała w tym momencie rzut rożny i właśnie po nim strzeliła bramkę. Rewanż w Gdyni był dramatyczny. Do 70. minuty prowadziliśmy 2:0, a jeszcze w 91. minucie - 2:1. Mimo to przegraliśmy. Najpierw Bartek Karwan popisał się znakomitym wolejem, a potem Arka miała jedenastkę, bo nasz obrońca Mike Mouzie zgarnął piłkę ręką w polu karnym. Chyba myślał, że gramy w siatkówkę, bo zachował się tak, jakby skakał do bloku.
Arka jeszcze nie wie, w której lidze zagra, ale mogło być nawet tak, że jej rywalem w barażu byłoby Podbeskidzie. W której drużynie by pan zagrał?
Taka możliwość oddaje absurd sytuacji. Nie wiem, którzy zawodnicy powinni grać w barażach - ci, którym skończyły się już umowy, czy ci, którzy są nowi w zespole? A ja? Jedną połowę zagrałbym w koszulce Podbeskidzia, a drugą w stroju Arki.
W poprzednim sezonie grał pan we wszystkich meczach Podbeskidzia, w każdym od pierwszej do ostatniej minuty. I choć jest pan obrońcą, dostał pan tylko trzy żółte kartki.
Miałem szczęście. W kilku sytuacjach, w których zasłużyłem na kartkę, udało mi się schować, zniknąć w zamieszaniu. W ostatnich sezonach nie narzekam na brak grania - na 68 możliwych spotkań rozegrałem 66. W poprzednim sezonie nie mogłem rozegrać 34. spotkania, bo z Kmitą Zabierzów wygraliśmy walkowerem. Rok wcześniej z powodu kartek opuściłem tylko jeden mecz - z Odrą Opole.
Boi się pan skoku do ekstraklasy?
Nie ma się czego bać. W I lidze graliśmy z Zagłębiem Lubin, Widzewem Łódź, Koroną Kielce, Wisłą Płock czy rok wcześniej Arką. To zespoły niemal z ekstraklasy, które mają wielu doświadczonych piłkarzy. Ale mimo to potrafiliśmy z nimi walczyć, choć w Podbeskidziu nie mieliśmy tylu pieniędzy i znanych nazwisk.
Po odejściu Dariusza Żurawia w obronie Arki jest potężna dziura. Da pan radę ją załatać?
Szkoda, że Darka nie będzie, bo to gracz, przy boku którego wiele można się nauczyć. Zrobię wszystko, aby jego brak był jak najmniej widoczny. Ale nie chcę, żeby mówiono o mnie: "To ten, co ma zastąpić Żurawia". Przyszedłem do Arki po to, aby zapieprzać na treningach i sprawić, aby zespół był jak najwyżej w tabeli.
Jak pana przyjęli piłkarze?
Atmosfera jest fajna. Już wcześniej znałem się z Andrzejem Bledzewskim. Innych piłkarzy znam z boiska, bo grałem przeciwko nim.
Ľródło: sports.pl
| Zaloguj się: | lub używając konta w Facebook.com |
Redakcja nie ponosi odpowiedzialści za treść zamieszczonych komentarzy. Zastrzegamy sobie prawo do ich usuwania oraz blokowania kont osób łamiących regulamin.
najnowsze



