Ekstraklasa
Wydarzenia

Zimowa zadyszka
| Damian Juszczyk |
|
Jak na grudzień przystało, Ekstraklasa rozpoczęła wiosenne zmagania. Szesnaście kolejek to, jak się okazuje, za dużo dla naszych czołowych sił ligowych. Na wysokości zadania stanęła jedynie Wisła.
Jeżeli nie nastąpi jakaś rewolucja i krakowianie po raz kolejny nie zaprzepaszczą ogromnej szansy, jeszcze przed zakończeniem sezonu będą cieszyć się z tytułu, tymczasem pozostałe drużyny z Warszawy, Poznania, Chorzowa i Bełchatowa walczyć będa o start w Lidze Europejskiej.
Czy Smuda oszałał?!
Zimową zadyszkę już w piątek zademonstrowała warszawska Legia. Marcin Mięciel i jego koledzy wykazali się niewiarygodną nieskutecznością. Początkowo mogło się wydawać, że selekcjoner kadry narodowej oszalał! Smuda bowiem tak ustawił swój zespół, że Legia raz po raz przedzierała się w pole karne Zagłębia. "Franz" wiedział jednak co robi, bowiem żaden z napastników Legii nie zademonstrował umiejętności na poziomie ekstraklasy, a przy odrobinie szczęścia i zimnej krwi Micanskiego, Zagłębie mogło pozbawić Legię nawet jednego wywiezionego do Warszawy "oczka".
Lech po raz kolejny pokazuje, że - choć może pokonywać najlepszych - na potęgę rodzimego futbolu wciąż się po prostu nie nadaje. Remis z Piastem Gliwice to wynik zdecydowanie poniżej oczekiwań. Poznaniacy mogli mieć już zaledwie punkt straty do wicelidera, ale jeżeli nie potrafi się pokonać u siebie drużyny walczącej o utrzymanie to chyba nawet kibicom "Kolejorza" może być trudno uwierzyć w to, że Robert Lewandowski i spółka poważnie myślą o włączeniu się do walki o mistrzowski tytuł.
Polonia Bytom odebrała dwa punkty Bełchatowowi, chociaż przy odrobinie szczęścia i konsekwencji podopieczni Jurija Szatałowa mogli i powinni cieszyć się z kompletu punktów. Remisy to jednak niekoniecznie najlepsza zdobycz w kontekście walki o mistrzostwo Polski czy wspinania się w ligowej tabeli w walce o możliwość gry w europejskich pucharach. Wiedziała o tym zarówno Wisła, jak i Ruch. Ponieważ obie drużyny przegrały w tym sezonie wszystko, co było do przegrania (a przynajmniej jeśli chodzi o najważniejsze spotkania), motywacja zarówno na Śląsku, jak i w Grodzie Kraka była ogromna. Chorzowianie mogli zapewnić sobie spokojną zimę, a krakowianie zrehabilitować się za porażki w prestiżowych spotkaniach z Lechem, Legią i Cracovią.
Niedzielan i Małeckich dwóch
Okazało się, że to jednak Ruch nie potrafi wygrywać z najlepszymi. Wisła zrobiła to, co zrobić musiała. Mimo że obie drużyny popełniały sporo błędów - zwłaszcza w początkowych fragmentach spotkania - to właśnie drużyna Mistrza Polski zasłużyła na pochwały. Nie dość, że "Biała Gwiazda" nie pozwoliła Ruchowi stworzyć w pierwszej połowie praktycznie żadnej groźnej sytuacji, to jeszcze podniosła się po bramce Andrzeja Niedzielana.
Czy Niedzielan udowodnił Skorży, że decyzja o tym, iż jest niepotrzebny drużynie z Reymonta była błędem? Z jednej strony udowadnia to w każdym kolejnym spotkaniu i nie ma co ukrywać, że kolejny napastnik prezentujący równą, wysoką formę na pewno by Wiśle nie zaszkodził. Z drugiej, wreszcie możemy mówić o skutecznej grze Patryka Małeckiego. W kolejnym meczu zawodnik ten udowadnia swoją wartość i co najważniejsze nie tylko strzela, ale robi to coraz bardziej efektownie.
Jeżeli można by wrzucić jakiś kamyczek do tego pięknego ogródka to może warto zwrócić uwagę, że Patryk - poza tym, że zdobył bramkę - w kilku sytuacjach mógł zachować się nieco mniej egoistycznie i zagrać piłkę partnerom, a wynik zapewne byłby wyższy. Trudno mieć do niego pretensje kiedy zdobywa bramkę, ale Małecki strzelający z kilku metrów wysoko nad bramką jeszcze całkowicie nie zniknął, a więc jest ich dwóch - skuteczny i efektowny oraz ten drugi - marnujący dobre sytuacje strzeleckie egoista, który zrobi wszystko, by tylko nie podać piłki kolegom. Dopóki Wisła wygrywa, nikt do Małeckiego nie będzie miał pretensji, ale...
O spokojny sen
Z Małeckim, Brożkiem czy Marcelo jako strzelcem wyborowym, Wisła ponownie zmierza tam, gdzie kierowała się od początku sezonu, czyli po mistrzowską koronę. Czy piłkarze "Białej Gwiazdy" wyciągnęli wnioski po tym, jak zmarnowali wielopunktową przewagę nad najgroźniejszymi rywalami do tytułu? Odpowiedź na to pytanie da choćby piątkowy mecz z Zagłębiem.
Krakowianie powalczą z "Miedziowymi" o spokojny zimowy sen, a także o to, by ostatecznie odebrać wiarę w możliwość walki o tytuł Legii, bo tak naprawdę wydaje się ona jedynym zespołem zdolnym choćby uwierzyć w to, że Wiśle można zagrozić. Ale w piłce wiara to nie wszystko...
Czy Smuda oszałał?!
Zimową zadyszkę już w piątek zademonstrowała warszawska Legia. Marcin Mięciel i jego koledzy wykazali się niewiarygodną nieskutecznością. Początkowo mogło się wydawać, że selekcjoner kadry narodowej oszalał! Smuda bowiem tak ustawił swój zespół, że Legia raz po raz przedzierała się w pole karne Zagłębia. "Franz" wiedział jednak co robi, bowiem żaden z napastników Legii nie zademonstrował umiejętności na poziomie ekstraklasy, a przy odrobinie szczęścia i zimnej krwi Micanskiego, Zagłębie mogło pozbawić Legię nawet jednego wywiezionego do Warszawy "oczka".
Lech po raz kolejny pokazuje, że - choć może pokonywać najlepszych - na potęgę rodzimego futbolu wciąż się po prostu nie nadaje. Remis z Piastem Gliwice to wynik zdecydowanie poniżej oczekiwań. Poznaniacy mogli mieć już zaledwie punkt straty do wicelidera, ale jeżeli nie potrafi się pokonać u siebie drużyny walczącej o utrzymanie to chyba nawet kibicom "Kolejorza" może być trudno uwierzyć w to, że Robert Lewandowski i spółka poważnie myślą o włączeniu się do walki o mistrzowski tytuł.
Polonia Bytom odebrała dwa punkty Bełchatowowi, chociaż przy odrobinie szczęścia i konsekwencji podopieczni Jurija Szatałowa mogli i powinni cieszyć się z kompletu punktów. Remisy to jednak niekoniecznie najlepsza zdobycz w kontekście walki o mistrzostwo Polski czy wspinania się w ligowej tabeli w walce o możliwość gry w europejskich pucharach. Wiedziała o tym zarówno Wisła, jak i Ruch. Ponieważ obie drużyny przegrały w tym sezonie wszystko, co było do przegrania (a przynajmniej jeśli chodzi o najważniejsze spotkania), motywacja zarówno na Śląsku, jak i w Grodzie Kraka była ogromna. Chorzowianie mogli zapewnić sobie spokojną zimę, a krakowianie zrehabilitować się za porażki w prestiżowych spotkaniach z Lechem, Legią i Cracovią.
Niedzielan i Małeckich dwóch
Okazało się, że to jednak Ruch nie potrafi wygrywać z najlepszymi. Wisła zrobiła to, co zrobić musiała. Mimo że obie drużyny popełniały sporo błędów - zwłaszcza w początkowych fragmentach spotkania - to właśnie drużyna Mistrza Polski zasłużyła na pochwały. Nie dość, że "Biała Gwiazda" nie pozwoliła Ruchowi stworzyć w pierwszej połowie praktycznie żadnej groźnej sytuacji, to jeszcze podniosła się po bramce Andrzeja Niedzielana.
Czy Niedzielan udowodnił Skorży, że decyzja o tym, iż jest niepotrzebny drużynie z Reymonta była błędem? Z jednej strony udowadnia to w każdym kolejnym spotkaniu i nie ma co ukrywać, że kolejny napastnik prezentujący równą, wysoką formę na pewno by Wiśle nie zaszkodził. Z drugiej, wreszcie możemy mówić o skutecznej grze Patryka Małeckiego. W kolejnym meczu zawodnik ten udowadnia swoją wartość i co najważniejsze nie tylko strzela, ale robi to coraz bardziej efektownie.
Jeżeli można by wrzucić jakiś kamyczek do tego pięknego ogródka to może warto zwrócić uwagę, że Patryk - poza tym, że zdobył bramkę - w kilku sytuacjach mógł zachować się nieco mniej egoistycznie i zagrać piłkę partnerom, a wynik zapewne byłby wyższy. Trudno mieć do niego pretensje kiedy zdobywa bramkę, ale Małecki strzelający z kilku metrów wysoko nad bramką jeszcze całkowicie nie zniknął, a więc jest ich dwóch - skuteczny i efektowny oraz ten drugi - marnujący dobre sytuacje strzeleckie egoista, który zrobi wszystko, by tylko nie podać piłki kolegom. Dopóki Wisła wygrywa, nikt do Małeckiego nie będzie miał pretensji, ale...
O spokojny sen
Z Małeckim, Brożkiem czy Marcelo jako strzelcem wyborowym, Wisła ponownie zmierza tam, gdzie kierowała się od początku sezonu, czyli po mistrzowską koronę. Czy piłkarze "Białej Gwiazdy" wyciągnęli wnioski po tym, jak zmarnowali wielopunktową przewagę nad najgroźniejszymi rywalami do tytułu? Odpowiedź na to pytanie da choćby piątkowy mecz z Zagłębiem.
Krakowianie powalczą z "Miedziowymi" o spokojny zimowy sen, a także o to, by ostatecznie odebrać wiarę w możliwość walki o tytuł Legii, bo tak naprawdę wydaje się ona jedynym zespołem zdolnym choćby uwierzyć w to, że Wiśle można zagrozić. Ale w piłce wiara to nie wszystko...
| Zaloguj się: |
Redakcja nie ponosi odpowiedzialści za treść zamieszczonych komentarzy. Zastrzegamy sobie prawo do ich usuwania oraz blokowania kont osób łamiących regulamin.
najnowsze









