Ekstraklasa
Wiadomosci
Antoni Ptak: "Moja ręka jest wyciągnięta do zgody"
Poniedziałek, 30 sierpnia, 18:24
Pojawiły się głosy, że opuszcza pan Szczecin... - z Antonim Ptakiem, prezesem MKS Pogoń Szczecin rozmawiał Łukasz Parol z "Kuriera Szczecińskiego".Rzeczywiście, obecnie przebywam w Łodzi. Chyba tu pozostanę przez dłuższy czas. Szczerze mówiąc, przyda mi się trochę odpoczynku.
A co z Pogonią?
- W Pogoń włożyłem wiele serca. Chciałem zbudować tu wielki zespół, zrobić coś dobrego dla tych wspaniałych kibiców. Pierwszym krokiem był awans do ekstraklasy. Teraz jednak zauważam, że nie wszystkim zależy na sukcesie drużyny. Dlatego postanowiłem trochę odpocząć od tego klimatu. Przekazuję ster wiceprezesom klubu. Niech oni zadbają o drużynę, znajdą kolejnych sponsorów, pieniądze na bieżące wydatki. Nie wycofuję zespołu z rozgrywek, nie niszczę Pogoni, nie jestem złośliwcem. Wręcz przeciwnie dopinguję ten klub i trzymam za niego kciuki. Ale na razie stanę z boku.
Dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach, ale ile kosztuje miesięczne utrzymanie klubu?
- Roczny budżet to 12 milionów. Z tego 40 procent pokrywają umowy sponsorskie itp. Miesięcznie wykładam więc 600 tysięcy.
Ma pan świadomość, że niektórzy kibice mogą odebrać to jako szantaż albo kaprys prezesa, któremu znudziło się finansowanie klubu?
- Powiem szczerze, że takie podejrzenia i głosy bardzo bolą. Nie jestem człowiekiem, który z pokorą znosi wszelkie ataki, po którym oskarżenia i nieuzasadnione głosy krytyki spływają jak woda po kaczce. A już najbardziej żal mi rodziny. Czym zasłużyliśmy sobie na takie traktowanie? Nie jest to kaprys. To sposób na uniknięcie nieprawdziwych pomówień przez grupę nieprzychylną drużynie, która nie może pogodzić się, że Pogoń istnieje i walczy w ekstraklasie.
Ale przecież na każdym kroku podkreślamy i kibice doskonale o tym wiedzą że bez pana nie byłoby dziś Pogoni w ekstraklasie...
- Jest jednak grupa ludzi, którym to przeszkadza. Jeżeli usunę się w cień, może nie będą celem ich ataku.
Czy przypadkiem powodem pana wyjazdu do Łodzi nie jest artykuł w jednej ze szczecińskich gazet, w którym autor skrytykował poczynania władz klubu?
- Wie pan, to był kolejny atak, kolejna kropla... Nie wiem, czym kierował się autor. Na pewno nie dobrem Pogoni. Zbyt dużo takich przykrości spotyka mnie w tym mieście. Rozumiem, gdybym brał pieniądze z miejskiej kasy. Albo tu zarabiał. Ja tu jednak wykładam swoje pieniądze. Swoje i mojej rodziny uczciwie zarobione pieniądze. I za to spotyka mnie krytyka? Ha, żeby ona jeszcze była uzasadniona...
Czwartkowy artykuł i późniejsze komentarze na forum, na oficjalnej stronie internetowej Pogoni na temat dziennikarza z Gazety Wyborczej są jednak nie do przyjęcia. Co pan poczuł, gdy przeczytał te materiały?
- Powiem szczerze, byłem zbulwersowany. Niedawno spotkało mnie to samo. Wiem, co człowiek czuje w takim momencie. Nie ja byłem autorem czy pomysłodawcą tego tekstu. Nie cenzurowano wpisów, by nie być posądzonym o manipulację.
Niedawno miał pan zastrzeżenia do grupy osób prowadzących nieoficjalną stronę o Pogoni. Okazało się jednak, że porozumienie jest możliwe?
- Cieszę się z tego, bo awantura do niczego dobrego by nie doprowadziła. Powiem nawet, że pomyliłem się co do intencji autorów. Ci, których poznałem, to fajni młodzi ludzie, którzy rzeczywiście kochają Pogoń.
Czy więc zgoda jest możliwa i czy ujrzymy pana wraz z rodziną na meczu przeciwko krakowskiej Wiśle?
Moja ręka jest wyciągnięta do zgody. Co do drugiej części pytania odpowiem tak: jestem wielkim fanem piłki nożnej, nie obraziłem się na wspaniałych kibiców ani na Szczecin.
Autor: gufio, zródło: Kurier Szczeciński, odsłon: 392
Musisz się zalogowac aby dodawac komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialści za treść zamieszczonych komentarzy! Zastrzegamy sobie prawo do ich usuwania.