Ekstraklasa
Wiadomosci

Leo uczy nie tylko futbolu
Piątek, 22 grudnia, 09:45
Co lubi „Mister Leo” Beenhakker, holenderski szkoleniowiec, który uczy polskich piłkarzy nie tylko nowoczesnego futbolu, ale i dobrych manier?Zdaniem opiekujących się kadrą narodową pracowników PZPN, Leo Beenhakker jest człowiekiem bezkonfliktowym, wprost idealnym w roli szefa. – O każdorazowym przylocie do Polski informuje z wyprzedzeniem mamy, zatem czas na zarezerwowanie biletów i hotelu. Gdy przebywa w Polsce ma dokładnie opracowany plan działań, dzięki czemu w reprezentacji skończyły się czasy wielkiej prowizorki – twierdzi Daniel Matusiak, najbardziej zapracowany człowiek w ekipie „Mister Leo”.
– Jestem selekcjonerem reprezentacji Polski, dlatego to ja podejmuje najważniejsze decyzje – podkreśla często holenderski szkoleniowiec, który nie tylko sam dobiera współpracowników, ale decyduje również o sprawach drobnych na przykład, w jakim hotelu zamieszka kadra, o której godzinie piłkarze zjedzą posiłki, gdzie pójdą na spacer, a przede wszystkim, kiedy będą trenować. Podejmuje decyzje według sprawdzonych informacji, dlatego o kandydujących do kadry piłkarzach, wie niemal wszystko.
Beenhakker jest nie tylko mistrzem logistyki, ale również człowiekiem lubiącym luksus. W samolocie zajmuje miejsce w klasie biznesowej. Po wylądowaniu nie domaga się jednak podstawienia przed halą przylotów służbowego samochodu z kierowcą. Do centrum Warszawy dojeżdża najczęściej taksówką jednej z wielu stołecznych korporacji. Chętnych nie brakuje, od momentu, gdy jeden z taksówkarzy pochwalił się kolegom, jakiego to pasażera wiózł ostatnio do hotelu położonego nieopodal Placu Trzech Krzyży.
W obszernym apartamencie Sheratona, jednego z najdroższych hoteli w stolicy selekcjoner czuje się najlepiej. Do dyspozycji ma pokój ze ścianką działową, dwie łazienki i aneks kuchenny, z którego jednak nie korzysta. Z hotelowej karty dań wybiera sprawdzone potrawy. Śniadania podawane są do pokoju i tylko w wyjątkowych sytuacjach pojawia się w hotelowej restauracji. W trakcie częstych narad z asystentami, zamawia posiłki do apartamentu. Stołuje się też na mieście, ale tylko w ekskluzywnych restauracjach, rezerwując uprzednio stolik przez pracownika związku. Niekoniecznie zadowala się stekiem z frytkami, gustując raczej w kuchni włoskiej z dodatkiem owoców morza.
Pokojówki przyzwyczaiły się już do częstego opróżniania popielniczek, w których pozostawia niedopałki waniliowych cygaretek. Gość z Holandii sięga również po mocne, aromatyczne papierosy – Rothmansy lub Dunhille. Czasami zamawia wieczorową porą dobry koniak lub dwunastoletnią whisky. Ale ponad wszystko uwielbia kawę, którą delektuje się, w nieograniczonych ilościach.
Przebywając w jego towarzystwie, chcąc nie chcąc, nabiera się wyszukanych manier. I nawet znany z rubasznego sposobu bycia Bogusław Karczmarek potrafi na kilka dni przemienić się w światowca. Bo „Mister Leo” wzbudza autorytet nie tylko u zawodników. – Dużo zależy od mentalności i od właściwego podejścia do piłkarzy. Ja już wiem, jak należy rozmawiać z polskimi zawodnikami i w jaki sposób odpowiednio ich zmotywować. Nie można dopuszczać do sytuacji, w której czuliby się w mojej obecności zestresowani. To samo dotyczy moich współpracowników. Najważniejsze jest wzajemne zaufanie – nie bez racji twierdzi Beenhakker. Jednak jego zdaniem największym problemem polskiego futbolu są braki organizacyjne i… dziennikarze.
Wprawdzie nie unika kontaktów z prasą, ale często w gronie najbliższych współpracowników zdarza mu się narzekać na poziom zadawanych pytań. – Z mediami nie walczę. Jestem otwarty na krytykę, pod warunkiem wszak, że pomaga w poprawieniu poziomu polskiego futbolu. Tymczasem każda moja decyzja poddawana jest surowej ocenie – skarżył się po dwóch przegranych meczach reprezentacji. Szkoleniowca drażnią zwłaszcza fotoreporterzy. – Po co im tyle moich zdjęć? Narobili ich już tyle, że spokojnie mogliby zapełnić gazety do końca eliminacji – rzucał z ironią, bo Beenhakker zawsze dba o właściwy wizerunek.
Jeżeli wdziewa garnitur, to tylko uznanej marki, jeżeli pokazuje się w dresie, pamięta o każdym szczególe. Jak dotąd nie zdecydował się przywieźć do Polski żony, która według zapewnień prezesa Michała Listkiewicza jest kobietą uroczą. Trudno się jednak dziwić Holendrowi po tym w jaki sposób traktowany był dotąd przez niektóre media, że tego nie zrobił. Chroni bliskich przed ciekawskimi reporterami, zwłaszcza, że sytuacja w polskim futbolu przypomina autobus, w którym nie ma kierowcy, a 68-letni trener nie jest przyzwyczajony do jazdy bez trzymanki. Nie ten wiek i nie to zdrowie.
Autor: Adam, zródło: Sport, odsłon: 889
Musisz się zalogowac aby dodawac komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialści za treść zamieszczonych komentarzy! Zastrzegamy sobie prawo do ich usuwania.