Ekstraklasa
Wydarzenia

Zieliński: Chcę jeszcze pograć w piłkę
Wtorek, 2 listopada, 07:43
Bycie trenerem zaczyna mi sprawiać satysfakcję. Chociaż efektów nie widać, bo wyniki są - powiedzmy - średnie. Ja jednak widzę, że pewne sprawy zaczynają układać się lepiej, że koledzy mają do mnie zaufanie - mówi czasowo prowadzący Legię Jacek Zieliński.Zieliński ma 37 lat i powoli kończy piłkarską karierę. Po kontuzji tylko trenuje, więc szefowie klubu po zwolnieniu Dariusza Kubickiego powierzyli mu prowadzenie drużyny do czasu znalezienia nowego szkoleniowca. Oficjalnie pomagają mu asystenci poprzedniego trenera - Krzysztof Gawara i Lucjan Brychczy - oraz szkolący bramkarzy Krzysztof Dowhań. Do niedawna Zieliński mówił, że po zakończeniu kariery nie chce być trenerem, teraz jednak zmienił zdanie.
Maciej Weber, Robert Błoński: Chce Pan być trenerem czy nie?
Jacek Zieliński: W przyszłości tak.
Ale jest Pan już nim teraz.
- Zostałem wyznaczony do tej roli się i zgodziłem. Tymczasem.
Oficjalnie zespół prowadzą Jacek Zieliński, Krzysztof Gawara i Lucjan Brychczy. Jak wygląda podział obowiązków?
- To ja odpowiadam za wszystko. Za przeprowadzanie treningów, realizację założeń taktycznych. Jednak oczywiście dyskutujemy. Im większy sztab trenerski, tym lepiej. Chociaż oczywiście nie należy przesadzać, bo są jakieś granice. Główną odpowiedzialność biorę na siebie. Za przegrane także.
Co to znaczy odpowiedzialność? Przecież szefowie Pana nie zwolnią.
- No tak, od tej strony mam komfort, bo przecież wciąż jestem głównie zawodnikiem. Powiedzmy więc raczej, że ja to wszystko firmuję. Z tym komfortem to zresztą przesadziłem. Czuję się bardzo odpowiedzialny za to, co robię.
Prezesi nie powiadomili Pana, że wyniki nie odpowiadają oczekiwaniom i już teraz przyjść ma nowy trener?
- Jeżeli szefowie uznają, że jest taki trener, którego potrzebują od zaraz, to ja to akceptuję.
W każdym razie od zimy w Legii będzie trener od przygotowania fizycznego.
- Jest potrzebny. Nawet trenerzy, którzy zjedli zęby na trenowaniu, też popełniają błędy. Niełatwo przygotować piłkarza do sezonu. Musi być sztab ludzi różnych specjalizacji, a główny trener tylko to koordynuje. Chociaż można oczywiście wziąć schematy z kajetu i po kolei je ordynować. Ale potem są takie przypadki, że trenujemy siłę, a szybkości już nie, bo trenerowi kartki się skleiły i o tym elemencie zapomniał. Gdyby pierwszy trener miał zajmować się wszystkim, to doba musiałaby mieć 48 godzin, a włosy powypadałyby mu po miesiącu.
Dlaczego oficjalnie pierwszym trenerem jest Krzysztof Gawara? Przecież Pan zagrał 60 meczów w reprezentacji Polski, należy do Klubu Wybitnego Reprezentanta. A tacy ludzie mają możliwość dostawania licencji bez zdawania egzaminów.
- Słyszałem o takiej możliwości, ale do tej pory nie poświęciłem temu większej uwagi. Nie wiem, czy bycie wybitnym reprezentantem jest jednoznaczne z otrzymaniem licencji. Raczej musiałbym się o nią ubiegać. A do tej pory mi nie zależało, bo na razie chcę jeszcze pograć w piłkę. Wiosną zamierzam wrócić na boisko.
Jesienią już nie?
- Próbuję ruszać się z piłką, ale nie mogę swobodnie wyskoczyć, ścięgno Achillesa wyraźnie jeszcze się nie przebudowało. We wtorek miałem wizytę u lekarza. Po niej wiem, że mogę już być poddawany większym obciążeniom, jednak pięta jest jeszcze obolała i muszę nadal przechodzić zabiegi rehabilitacyjne. Normalnie robię siłę, "tlenówkę", ale jest za mało czasu, by dobrze przygotować się do meczów w rundzie jesiennej. Może zagram krótko w ostatnim spotkaniu. Tak na zachętę przed okresem przygotowawczym.
To jednak podoba się Panu bycie trenerem?
- Powiem szczerze, że zaczyna mi to sprawiać satysfakcję. Chociaż efektów nie widać, bo wyniki są - powiedzmy - średnie. Ja jednak widzę, że pewne sprawy zaczynają układać się lepiej, że koledzy mają do mnie zaufanie. Tylko że nerwów to kosztuje mnóstwo. I mnóstwo czasu. Nie dość, że teraz po treningach wracam do domu zdecydowanie później niż wtedy, kiedy byłem tylko piłkarzem, to jeszcze jakby mnie tam nie było. Ciągle o czymś myślę, kombinuję, analizuję.
Żona po raz pierwszy od lat chyba nie mówi, żeby dał Pan sobie spokój z graniem w piłkę?
- Na razie nie robi mi wyrzutów, ale to pewnie kwestia czasu.
Wydawałoby się, że zgodnie z zasadą starszeństwa to trener Gawara powinien być szefem, a Pan tylko asystentem. To przecież on do tej pory był trenerem, a Jacek Zieliński tylko piłkarzem.
- Trzymając się zasady starszeństwa, to Legia mogłaby zatrudnić pana 90-letniego. A tak na poważnie, nie widzę problemu. Zresztą Krzysiek też nie dał mi odczuć, że ma pretensje. Taka była decyzja władz klubu.
źródło: Gazeta Wyborcza, dodał: michal, odsłon: 356
Musisz się zalogowac aby dodawac komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialści za treść zamieszczonych komentarzy! Zastrzegamy sobie prawo do ich usuwania.
