|
Godzina 18:19, Piątek, 29 lutego Kuś: to było ostatni raz
Klubowi medycy zamierzają opracować dla mnie specjalny plan uzupełniania niedoborów w organizmie. Nieprzyjemne sceny nie powinny się powtórzyć. Obiecuję, że to był ostatni raz - zapewnia z uśmiechem Marcin Kuś.
Bo zalatany byłem...
W czasach, kiedy młodzi piłkarze umierają na boisku na oczach milionów ludzi, każde zasłabnięcie zawodnika to powód do bicia na alarm. Tak też stało się w przypadku Marcina Kusia, choć akurat on mdlał z dala od stadionowych jupiterów. Widzieli to tylko partnerzy z drużyny. Dzięki ich szybkiej reakcji reprezentant Polski błyskawicznie znalazł się w szpitalu. Wyszedł z niego uśmiechnięty, marząc o występie w Euro 2008.
- Pomeczowy rozruch w ostatnią sobotę zaczął się jak wiele innych...
- ...ale skończył się inaczej. Biegliśmy lasem i nagle poczułem, że kręci mi się w głowie. Od razu powiedziałem o tym kolegom. Podeszli do sprawy poważnie. Położyli mnie na ziemi i wezwali pogotowie. Być może na krótko straciłem świadomość, ale cały incydent pamiętam w miarę dokładnie.
- Zasiał pan worek strachu...
- Nie chciałem nikogo straszyć. Incydent najbardziej zaniepokoił chyba mnie samego. Na szczęście wszystko ze mną w porządku. Byłem pod znakomitą opieką. W szpitalu przeszedłem chyba wszystkie możliwe badania. Czuję się bardzo dobrze i od piątku wznawiam treningi.
- Co powiedzieli lekarze?
- Przyczyna omdlenia było przemęczenie. Po prostu byłem ostatnio trochę zalatany. W jednym czasie trenowałem na obozach Korony i na zgrupowaniu kadry. W obu drużynach grałem sparingi. Skończyło się na tym, że wypłukałem elektrolity i nie zdążyłem zregenerować sił. Wiem, że teraz klubowi medycy zamierzają opracować dla mnie specjalny plan uzupełniania niedoborów w organizmie. Nieprzyjemne sceny nie powinny się powtórzyć. Obiecuję, że to był ostatni raz.
- Najbliższy mecz ligowy ma pan jednak z głowy...
- Siła wyższa. Nie byłem przecież w treningu od soboty. Będzie lepiej jak odpocznę.
- W ostatnich dniach interesowali się pana losem członkowie sztabu szkoleniowego kadry?
- Oczywiście. Byłem w stałym kontakcie z doktorem Grzywoczem i trenerem Dziekanowskim. Wszystkie informacje, dotyczące stanu mojego zdrowia, otrzymywali na bieżąco.
- Jak bardzo absencja w meczu z Estonią oddala pana od udziału w Euro 2008?
- Staram się nie myśleć w ten sposób. Bardzo żałuję, że nie mogłem być razem z drużyną we Wronkach, ale zdrowie zawsze trzeba stawiać na pierwszym miejscu. Wierzę, że nie zostanę pominięty przy ustalaniu kadry na marcowy mecz z USA. Mam zapewnienie, że trener Beenhakker cały czas będzie mnie bacznie obserwował. Będę o tym pamiętał podczas każdego spotkania ligowego.
- Tymczasem pana konkurenci do gry w drużynie narodowej nie zawiedli...
- Szczerzę się cieszę z dobrego występu reprezentacji. Było sporo sytuacji do zdobycia kolejnych bramek, a - co równie ważne - z tyłu udało się zagrać na zero. Wbrew temu, co się mówi, uważam, że wielu obecnie sprawdzanych chłopaków otrzymuje powołania nie tylko z myślą o eliminacjach mistrzostw świata. Z tej grupy naprawdę każdy ma szansę jechać na Euro 2008. Ja chwilę odpocznę, a potem... zadbam o to, by nie zaprzepaścić swojej szansy.
Żelazny kwartet
Zgodnie z zapowiedziami do Kielc dotarł Piotr Celeban, który wskutek kadrowych problemów trenera Jacka Zielińskiego ostatecznie nie został wypożyczony do wrocławskiego Śląska. Do pełni sił doszedł również Marcin Drzymont, zmagający się ostatnio ze skutkami skręcenia stawu skokowego. Obaj z pewnością znajdą się w wyjściowym składzie na ligowy mecz z Odrą Wodzisław. Kwartet defensorów uzupełnią Andrius Skerla i Robert Bednarek. Wykluczenie lub kontuzja któregoś z nich w czasie sobotniego spotkania oznaczać będzie dla kielczan nie lada kłopoty. Za kartki pauzuje bowiem Hernani, a kontuzjowany jest Sławomir Rutka.
Nasze serwisy: Korona Kielce
Autor: KOGUT, Ľródło: Sport Odsłon: 169
|