Ekstraklasa
Wiadomosci

Marek Chojnacki: Nobla nie dostanę
Czwartek, 20 marca, 11:43
Do niedawna odpowiadał w ŁKS za politykę transferową, ale dziś znów przywdziewa szaty dyrygenta. Nie ukrywa, że w nich czuje się najwygodniej. Wyszedł zza biurka, by uchronić drużynę przed degradacją. Pierwszym krokiem ku ocaleniu miał być litewski zastrzyk finansowy. Łódzki pacjent wciąż jednak blednie w oczach i skarży się na lęk wysokości. Ale przecież to się zdarza. Zwłaszcza nad przepaścią...
- Kiedy tak naprawdę zrodził się pomysł objęcia przez pana trenerskich sterów w ŁKS?
- Zarząd podjął taką decyzję w poniedziałek, ale spekulacje na ten temat krążyły od kilkunastu dni - przyznaje Marek Chojnacki. - Umowa z moim poprzednikiem została rozwiązana za porozumieniem stron. Teoretycznie objąłem posadę pierwszego trenera do czasu znalezienie kolejnego kandydata. Niewykluczone jednak, że popracuję na tym stanowisku nieco dłużej. Ta kwestia rozstrzygnie się na początku przyszłego tygodnia.
- Niedawno prowadził pan broniącego się przed spadkiem Pelikana Łowicz, teraz na podobne emocje trzeba być gotowym w Łodzi. Czym kusi rola „strażaka”?
- Nie lubię używać takiego określenia. Nie obawiam się tego typu wyzwań, bo przecież za ewentualne niepowodzenie głowy nie urywają. Wierzę, że do odważnych świat należy. Przeprowadziłem już poważną rozmowę z zawodnikami. Wszyscy deklarują gotowość do skutecznej walki o utrzymanie. Czekam na potwierdzenie słów na boisku.
- Prowadzenie drużyny z ławki to ciekawsze zajęcie niż posada dyrektora sportowego?
- Zdecydowanie tak. Przy linii bocznej „łykam” większe dawki adrenaliny. Lepsze to niż siedzenie za biurkiem z telefonem w ręce. Teraz mogę się poruszać z chłopakami na co dzień, co naturalnie ma również zbawienne znaczenie dla mojej kondycji.
- Plan uratowania klubu przed degradacją ma pan zapewne gotowy...
- Gdybym miał taki plan, czekałbym na Nobla. Sytuacja jest trudna, ale nie beznadziejna. Wszystko, co możemy zrobić, to wyszarpać w każdym meczu trzy punkty.
- Pana podopieczni twierdzą, że miejsce w tabeli nie oddaje wartości sportowej drużyny...
- W tabeli jest sporo prawdy. To z reguły niezawodne zwierciadło boiskowej prozy.
- Co na to litewski sponsor?
- Siedzi na Litwie i tam prowadzi swój interes. W Polsce pojawia się od czasu do czasu. Ma swoich ludzi w zarządzie klubu i to oni odpowiadają za wynik sportowy. A mają za co odpowiadać, bo ŁKS biednym klubem dzisiaj nie jest.
- Ciekawe w takim razie, co pan powie tym, którzy twierdzą, że sprowadzenie do drużyny tak wielu nowych graczy to sabotaż. Nie było przecież czasu na poukładanie klocków...
- Zapłacił za to Mirosław Jabłoński. Wszyscy jednak powinniśmy się uderzyć w pierś. Nie zrobiliśmy wszystkiego, by jak najlepiej przygotować zespół do rundy rewanżowej.
- Starcie z Zagłębiem Sosnowiec to mecz o ile punktów?
- Z moich obliczeń wynika, że o trzy. Mógłbym powiedzieć, że o sześć, ale to nie do końca prawda. Nawet jeśli odniesiemy komplet zwycięstw, na mecie sezonu może się okazać, że to jednak za mało...
źródło: Sport, dodał: KOGUT, odsłon: 179
Musisz się zalogowac aby dodawac komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialści za treść zamieszczonych komentarzy! Zastrzegamy sobie prawo do ich usuwania.