Ekstraklasa
Wiadomosci

Burkhardt: wszystko przez kontuzje...
Wtorek, 1 kwietnia, 16:49
W Warszawie spędził 2,5 roku. Na początku był gwiazdą, dowodził drużyną nie tylko na boisku. Po zdobyciu mistrzostwa Polski zgasł, podobnie jak Legia, i do tej pory się nie odrodził. W końcu postanowiono się go pozbyć.Wczoraj Marcin Burkhardt wyleciał do Szwecji, gdzie podpisał 3-letnią umowę z IFK Norrkoeping. - Jeśli chciałem grać, rozwijać się, musiałem odejść. Jadę z wielkimi nadziejami, rozpoczynam nowy rozdział. Chcę się wybić i pokazać w Europie - stwierdził tuż przed wylotem.
Jego los został przesądzony wcześniej, bo już latem 2007 roku. Przy Łazienkowskiej postanowiono pozbyć się zawodników, którzy mieli największy wpływ na zespół, a zarazem w ocenie właścicieli zostali uznani winnymi niepowodzeń drużyny. W tej grupie obok Piotra Włodaczyka i Łukasza Surmy znalazł się i Burkhardt. Tyle że doznał kolejnej kontuzji.
Pewnie i mnie by już nie było, a tak zostałem, żeby się odbudować i wrócić do gry. Nie udało się. Dodatkowo pozyskano piłkarzy na moją pozycję, przegrałem rywalizację z Piotrkiem Gizą - dodaje. Bo samego siebie z czasów 2006 roku zaczął przypominać dopiero wówczas, kiedy jego transfer do IFK był już przesądzony. - Przez ostatnie 18 miesięcy na przemian leczyłem się i wracałem, byłem nieprzygotowany, dlatego z formą nie było najlepiej. Nie jestem typem człowieka, który chodzi i narzeka, ale jedyne, co chciałbym zmienić, to właśnie te kontuzje. W ciągu dwóch lat miałem trzy razy naderwany mięsień dwugłowy w tym samym miejscu, przepuklinę w kręgosłupie, dwa razy skręcony staw skokowy. Wszystko w okresie przygotowawczym - mówi.
Jan Urban, argumentując konieczność odejścia Burkhardta, stwierdził: - Gdyby Marcin wcześniej starał się tak, jak teraz, nie musiałby zmieniać klubu.
Źródło: Przegląd Sportowy, dodał: KOGUT, odsłon: 305
Musisz się zalogowac aby dodawac komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialści za treść zamieszczonych komentarzy! Zastrzegamy sobie prawo do ich usuwania.