Ekstraklasa
Wydarzenia

Tkaczuk: ukradli mi serce
Środa, 2 kwietnia, 21:01
Przypominam sobie nasze przedmeczowe spotkania, które miały zmobilizować i zagrzać do walki. Te wszystkie analizy, dyskusje, odprawy. Dzisiaj wiem, że to nie miało sensu. - deklaruje były prezes kieleckiej Korony, Wiesław Tkaczuk. Mimo awansu na zaplecze ekstraklasy, w kronikach Korony Kielce sezon 2003/04 uwieczniony został czcionką w kolorze błota. Każdy kupiony mecz to osobna hańba dla klubu, który w ostatnich trzech sezonach walczył o historyczny start w europejskich pucharach. Stawiany był przy tym za wzór profesjonalizmu i dobrej organizacji. Na taką markę pracował Wiesław Tkaczuk - w niechlubnym okresie zajmujący fotel prezesa klubu, dziś wiceprzewodniczący rady nadzorczej. Jak sam twierdzi, przez cały czas funkcjonował poza strukturami nieczystego układu. Wiadomość o korupcyjnej bombie w obozie Kolportera z całym impetem uderzyła również w niego...
- Minęło parę dni od wielkiego bum. W jakim humorze obudził się pan dzisiaj rano?
- Pierwsze emocje opadły, ale poza tym nic się nie zmieniło. W dalszym ciągu sytuacja, w jakiej znalazł się klub, jest niewesoła. A mówiąc wprost - jest dla mnie nie do zniesienia.
- Wychodzi na to, że przez wiele miesięcy drwiono z pana w żywe oczy...
- To dla mnie bardzo przykre. Przypominam sobie nasze przedmeczowe spotkania, które miały zmobilizować i zagrzać do walki. Te wszystkie analizy, dyskusje, odprawy. Dzisiaj wiem, że to nie miało sensu. Budowałem ten klub przez pięć lat i wkładałem w to serce. Ale zaczynałem jako młody, niedoświadczony, nie znający realiów działacz. Może dlatego przyszło mi zapłacić za swoją naiwność. Jestem bardzo rozgoryczony tym, co się stało.
- Mówimy o perfekcyjnej obłudzie piłkarzy i trenerów. A może to jednak pan miał „za krótkie” uszy?
- W czasie mojej prezesury kierowałem też inną spółką. Nie przesiadywałem w klubie non stop. Można nawet powiedzieć, że funkcjonowałem z doskoku. A wiadomo, że kiedy kota nie ma, myszy harcują. Miałem zaufanie do zawodników i trenerów, ale jak widać - bezpodstawne. Jakimś pocieszeniem jest dla mnie fakt, że w drugiej i pierwszej lidze graliśmy czysto.
- Jest szansa na to, że ludzie wyrzuceni z pracy wrócą do klubu po okresie karencji? Kierownik drużyny, Paweł W., związany był z Koroną nieprzerwanie przez 28 lat...
- Trudno będzie zapomnieć o tym, co się wydarzyło. Chcemy pozostać wierni wartościom, które hołubimy od początku naszej działalności. Dlatego sprawa ewentualnych powrotów to temat definitywnie zamknięty.
- Niejasny pozostaje natomiast klimat w szatni. Jak zinterpretował pan bunt w zespole przed meczem z Legią?
- Zawiesiliśmy trzech graczy i to był pierwszy odruch reszty drużyny, w grę poszły emocje. Zawodnicy zazwyczaj tak reagują, gdy jednemu z kompanów dzieje się krzywda. Dobrze, że ostatecznie zwyciężył zdrowy rozsądek. Piłkarzom udało się wytłumaczyć motywy naszego postępowania.
- Wszyscy zastanawiają się jednak, jaka mogła być rola w brudnym procederze Hermesa, który nie znał języka polskiego. Korupcja na migi?
- To nie do końca tak, jak pan mówi. Na podstawie naszych ustaleń wiemy, że było inaczej. Nie mogę wdawać się w tej chwili w szczegóły, bo wewnętrzne dochodzenie jest w toku. Proszę mi wierzyć na słowo, że decyzje, które podjęliśmy, mają swoje uzasadnienie.
- W środę komunikat o dalszym losie klubu ogłosi jego właściciel, Krzysztof Klicki. Zna pan już decyzję?
- Znam. Wiem jednak, że szef wciąż się waha...
- To, o czym pan wie, znajdzie się w czwartek na pierwszych stronach gazet?
- Myślę, że tak.
- Kibice zadeklarowali pełne poparcie dla właściciela klubu i zaapelowali o status quo. Klicki jest wrażliwy na tego typu manifestacje?
- Trudno w tym przypadku mówić o wrażliwości. Krzysztof to rozsądny człowiek i twardo stąpa po ziemi. Nie zwykł podejmować decyzji pod wpływem emocji. Apel kibiców to piękny gest, ale nie sądzę, by mógł mieć kluczowy wpływ na ostateczne postanowienia.
- Nie wiemy, jakie konsekwencje poniesie Korona ze strony futbolowej centrali. Za rok klub równie dobrze może walczyć o europejskie puchary i o miejsce w czubie trzecioligowej tabeli...
- Rzeczywiście, scenariusze mogą być diametralnie różne. Na pewno nie będziemy udawać, że nic się nie stało. Zapewniam, że mamy świadomość winy. Decyzji Wydziału Dyscypliny poddamy się dobrowolnie.
Ąródło: Sport, dodał: KOGUT, odsłon: 429
Musisz się zalogowac aby dodawac komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialści za treść zamieszczonych komentarzy! Zastrzegamy sobie prawo do ich usuwania.
