Ekstraklasa
Wydarzenia

Coraz mniej kibiców ogląda Wisłę
Wtorek, 30 września, 19:25
Po zapoznaniu się ze statystykami wynika, że coraz mniej kibiców przychodzi na stadion Wisły Kraków. Powodem nie jest jednak słabsza gra czy też brak wielkich gwiazd przy Reymonta.Klub niższą frekwencję tłumaczy tym, że kibice oszczędzają pieniądze na mecze w europejskich pucharach.
W ubiegłym sezonie Wisła walczyła z Lechem o miano najszczelniej wypełnionego stadionu. W tym roku nadal jest w czołówce, ale na każdy mecz przy Reymonta przychodzi średnio o 5 tys. ludzi mniej. W tej sytuacji o prymat w lidze Lech walczy z Górnikiem Zabrze, a krakowianie ze średnią frekwencją około 11 tys. osób są niewiele lepsi od Arki Gdynia i Jagiellonii Białystok. - Musimy się zastanowić, co zrobić, by nasz stadion znowu był pełny - przyznaje Adrian Ochalik, rzecznik Wisły.
We wrześniu 2007 roku do Krakowa przyjechał Lech Poznań. Stadion pękał w szwach, a bilety rozeszły się w mgnieniu oka. Ponad 20 tys. kibiców doping rozpoczęło na długo przed pierwszym gwizdkiem, a presji fanów nie wytrzymał Emilian Dolha, bramkarz drużyny z Poznania, i wpuścił cztery bramki.
Kompletu nie było też na prestiżowym meczu z FC Barcelona. Co prawda krakowianie już wcześniej stracili szanse na awans do Ligi Mistrzów, ale jeszcze przed pierwszym meczem w Hiszpanii w klubie zastanawiano się, czy nie przenieść meczu na większy Stadion Śląski. Ceny 200 i 250 zł za wejściówkę odstraszyły jednak widzów i nawet stadion Wisły nie wypełnił się do końca. Na meczu z Beitarem Jerozolima, który decydował o być albo nie być krakowian w europejskich pucharach, do kompletu zabrakło ponad 3 tys. widzów.
- Ceny biletów są bardzo wysokie. Nie ma się co łudzić, że przy takich stawkach stadion będzie się wypełniał - kręci głową Tomek z Bronowic, który na mecze Wisły chodzi od kilku lat. Na niedzielny z Arką wejściówki kosztowały 35-45 zł, a w poprzedniej rundzie np. za bilet na spotkanie z Widzewem Łódź należało zapłacić 20-35 zł.
- Taka różnica to nie 10-15 zł, ale 50-procentowa podwyżka, a to już kolosalna różnica. Gdyby ceny gazu czy energii elektrycznej poszły w górę o połowę, to mielibyśmy do czynienia z rewolucją - podkreśla Tomasz Redwan, ekspert marketingu sportowego. - Bilet może podrożeć, ale kibic musi dostać coś w zamian: jakieś punkty lojalnościowe czy gadżety. Taka podwyżka musi mieć marketingową otoczkę. Kibic ma wiedzieć, dlaczego płaci więcej.
Fani Wisły w zamian za podwyżkę nie dostali nic, ale mimo tego próbują szukać wytłumaczeń. - Może klub chciał zarobić w tej rundzie więcej pieniędzy, bo w przyszłym roku będą już grali poza Krakowem? - zastanawia się jeden z fanów.
Ąródło: Gazeta Wyborcza, dodał: KOGUT, zdjęcie: Krzystof Porębski (krz81@op.pl), odsłon: 446
Musisz się zalogowac aby dodawac komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialści za treść zamieszczonych komentarzy! Zastrzegamy sobie prawo do ich usuwania.
