Ekstraklasa
Wydarzenia

My zagraliśmy słabo
Poniedziałek, 6 października, 16:55
Każdy piłkarz ma w swojej karierze lepsze i gorsze mecze. Ten nie był szczytem piłkarskich możliwości Żurawia. Cóż jednak szkodziło, aby jego koledzy zdobyli dwie czy trzy bramki. - mówi w wywiadzie dla Dziennika Bałtyckiego trener Arki Gdynia Czesław Michniewicz. - Historyczne, bo pierwsze w ekstraklasie derby z Lechią i porażka 0:1, czyli smutny wpis do historii Arki.
- Najbardziej smutne jest to, że tę historie sami na boisku pisaliśmy. Ale jakoś bez wiary w to, że zakończy się happy endem. No i się stało. Lechia wygrała z nami tym, co było naszym atutem w zwycięskich meczach z Górnikiem Zabrze czy Lechem Poznań, czyli determinacją w grze i wiarą od pierwszej do ostatniej minuty w końcowy sukces. My nawet dobrze zaczęliśmy, ale kiedy nastąpiła awaria oświetlenia, to nas już po raz drugi nikt do prądu nie podłączył.
- Czy teraz, już po meczu, zmieniłby pan coś w koncepcji gry, może w podstawowej jedenastce postawił na innych zawodników.
- Nie, nic bym nie zmienił. Lechia w sensie taktycznym, niczym nas nie zaskoczyła. Wiedzieliśmy, że gdańszczanie tracą dużo bramek po dośrodkowaniach, z bocznych sektorów boiska, w pole karne. Nam taki styl właśnie odpowiada, bo my z kolei strzeliliśmy w ten sposób 10 bramek. A z prostopadłego podania od środkowego pomocnika ani jednej. Niestety w derbach nasi skrzydłowi zagrali poniżej swoich możliwości.
- No, właśnie dochodzimy do indywidualnych cenzurek. Wywołał pan skrzydłowych Bartosza Karwana i Marcina Pietronia, a nie wspomniał błędów Dariusza Żurawia.
- Bramki traci się zazwyczaj po indywidualnych błędach. Rzeczywiście Darek Żuraw ma swój udział przy straconym golu. Każdy piłkarz ma w swojej karierze lepsze i gorsze mecze. Ten nie był szczytem piłkarskich możliwości Żurawia. Cóż jednak szkodziło, aby jego koledzy zdobyli dwie czy trzy bramki. Mecz przegrywa czy wygrywa cała drużyna, więc w Arce po derbach nie będzie polowania na czarownice.
- Mimo wszystko w trakcie meczu rzucało się w oczy, że to w panu - za linią boczną boiska - więcej było złości, pozytywnej agresji niż w zawodnikach Arki.
- Jeżeli takie odniósł pan wrażenie, to rzeczywiście coś w tym jest. Po Lechii było widać, że dla nich to jest najważniejszy mecz rundy jesiennej, a pomiędzy moimi piłkarzami nic nie iskrzyło, co wcale nie znaczy, że nie chcieli wygrać.
- W niedzielę był pan w ogrodzie zoologicznym, czyżby po to, aby z piłkarzy Arki zrobić teraz dzikie bestie na boisku.
- Bez przesady. Byłem w zoo, bo obiecałem dzieciakom wycieczkę. My musimy znaleźć w sobie tę determinację i radość grania z początku sezonu. Po prostu po ostatnich porażkach musimy się podnieść.
Ąródło: Dziennik Bałtycki, dodał: Mariusz Wiwatowski, zdjęcie: Ekstraklasa.Net, odsłon: 193
Musisz się zalogowac aby dodawac komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialści za treść zamieszczonych komentarzy! Zastrzegamy sobie prawo do ich usuwania.
Joseph82_AG (2008-10-06 | 18:55)
ale zaraz po ARCE GDYNIA!!!
Piotr Lechia (2008-10-06 | 18:27)
LECHIA GDAŃSK PRAWDZIWI WŁADCY PÓŁNOCY!!!
