Ekstraklasa
Wydarzenia

Niedzielan zakończy karierę?!
Wtorek, 7 października, 21:10
Czyżby Wisła Kraków źle wpływała na napastników? Ostatnio karierę zkaończył Radosław Matusiak, teraz o zawieszeniu piłkarskich butów na kołku mówi zawodnik "Białej Gwiazdy" Andrzej Niedzielan!Jest Pan w idealnym wieku dla piłkarza. Tymczasem Pańska kariera znalazła się na zakręcie. Po zerwaniu rok temu więzadła w kolanie do dziś nie wrócił Pan do formy.
Zakręt? Jeśli się na nim znajdę, to skończę grać w piłkę. Nie jestem w życiowej formie, to prawda. Gram w drużynie mistrza Polski, a tu nie ma miejsca dla zawodników w średniej dyspozycji. W Wiśle jednak ciężko dojść do formy, bo cały czas są trudne i ważne mecze, więc nie możemy sobie pozwolić, bym zagrał w czterech spotkaniach z rzędu, a to mi jest potrzebne. Młoda Ekstraklasa to coś innego.
Ile czasu zajmie Panu dojście do formy?
- Lekarze mówią: "ile się leczyłeś, tyle będziesz dochodził do sprawności". Mnie to zajęło siedem miesięcy, więc mój czas wypada na koniec roku. Mieliśmy testy wydolnościowe i z formą fizyczną nie mam problemu. Teraz czas na stronę sportową: muszę zacząć grać i strzelać.
A jak się Pan czuje psychicznie? Codziennie skreśla Pan dni, które upłynęły od ostatniej strzelonej bramki, czy może powtarza, że wkrótce będzie lepiej?
- Nie jestem łowcą bramek. Nie potrafię wejść z ławki, w ciągu kwadransa przebiec 300 metrów i zdobyć dwa gole. Być rezerwowym to nie jest prosta sprawa: dwa razy przebiegniesz, a wszyscy liczą, że jesteś "świeży" i coś zdziałasz. Tymczasem zawodnika zatyka i na tzw. beztlenie przestaje myśleć. Ci, co uprawiają sport, wiedzą, o czym mówię. Niby człowiek chce, ale nie wychodzi.
Czy któryś z działaczy Wisły dał Panu do zrozumienia, że nie spełnia nadziei?
- To normalne, że zawodnik przychodzi do klubu i są oczekiwania, ale przecież nie zerwałem tych wiązadeł specjalnie. W najczarniejszych snach nie myślałem o tym, że zagram kilka meczów, a potem rok będę się leczył.
Kontuzja i sprawy sportowe to jedna rzecz, ale w ubiegłym roku miał Pan też spore problemy w życiu prywatnym.
- Na szczęście wszystko jest już w porządku, choć moja córka Zuzia to chorowite dziecko. Wystarczy, że jest przeciąg, albo ktoś kichnie i już jest chora. Zresztą jeszcze przed przyjściem na świat mieliśmy spore problemy. Zuzia cudem się urodziła, a później sporo czasu spędziła w szpitalu. Nie jest to dziecko najlepszego zdrowia, podobnie jak tatuś (śmiech). Ale ludzi dotykają większe tragedie.
Z jednej strony kontuzja, z drugiej problemy rodzinne. Jak Pan sobie z tym wszystkim radził?
- Z żoną jesteśmy już trzynaście lat, znamy się od dziecka. Sporo paskudnych chwil razem przeszliśmy, ale tak się zahartowaliśmy, że sobie z tym radzimy. Te wypadki na pewno nie zostały bez wpływu na moją formę, przecież piłkarze też są ludźmi. Jak w domu jest niepoukładane, to w głowie i na boisku również nie idzie najlepiej.
Nie myślał Pan, by zmienić otoczenie i z czystą kartą zacząć w innym zespole?
- Tak szybko się nie poddaję! Jak trener na mnie nie stawia albo dziennikarze źle piszą, to się nie obrażam i nie zabieram zabawek jak rozpłakane dziecko. Jestem ambitny. Mogę nie być w formie, może mi nie iść na boisku, ale chęci do pracy nikt mi nie odmówi. Jak dojdę do wniosku, że nie jestem nic w stanie dać Wiśle, to odejdę. Nie będę tu siedział, bo mi się Kraków podoba. Nie zamierzam męczyć ludzi.
Z Tottenhamem Maciej Skorża wpuścił do ataku obrońcę Marcelo. Później trener tłumaczył, że w tym meczu więcej zagrożenia zrobiłby Brazylijczyk niż Pan.
- Ciężko mi polemizować na łamach prasy, bo od szkoleniowca tego nie usłyszałem. Dopiero jak przyjedzie i powie, że nie jestem potrzebny, to będę się zastanawiał nad zmianą klubu. Najwyraźniej w tym momencie Marcelo był bardziej przydatny ode mnie. To przecież wielki chłop - umie się rozpychać i grać głową.
Teraz będzie Pan podwójnie zmobilizowany, bo żona jest w czwartym miesiącu ciąży.
- Czekam na drugie dziecko i jestem szczęśliwy. Choć teraz sporo się zmieni, bo będziemy mieli większą rodzinkę. W tej sytuacji piłka jest ważna, ale nie najważniejsza. Daje satysfakcję, a nie tylko pieniądze. A je mogę zarabiać w inny sposób, więc jeśli futbol przestanie mnie cieszyć, to skończę grać.
Ąródło: Gazeta Wyborcza, dodał: KOGUT, zdjęcie: Krzysztof Porębski, odsłon: 370
Musisz się zalogowac aby dodawac komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialści za treść zamieszczonych komentarzy! Zastrzegamy sobie prawo do ich usuwania.
