Ekstraklasa
Wydarzenia

Rozmowa z Franciszkiem Smudą
Czwartek, 8 września, 19:24
Franciszek Smuda został niedawno nowym trenerem Zagłębia Lubin. Posadę objął po chorwackim szkoleniowcu Drażenie Besku, który z drużyną osiągał katastrofalne wyniki w wyniku których zespół zajmuje ostatnie miejsce w tabeli.Grzegorz Szczepaniak: Zaskoczyła Pana oferta z Lubina?
Franciszek Smuda: Ja już kiedyś powiedziałem, że w piłce nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć.
Czuje się Pan strażakiem?
- Nie, przecież za nami dopiero pięć ligowych kolejek. W dodatku drużyna zdobyła dwa punkty za remisy na obcych boiskach. To ważne punkty.
Chyba niespecjalnie, skoro jest w tabeli ostatnia.
- To dopiero początek rozgrywek. Różnice punktowe są minimalne. Przegra się dwa mecze z rzędu i zostaje się "czerwoną latarnią". Wygra się jeden i już się jest nad strefą barażową. Wygra dwa i trafia się do górnej części tabeli.
Ale trzeba wygrać mecze, a Zagłębie ma z tym problemy i to od kilku miesięcy.
- Jasne, że trzeba. Zwłaszcza u siebie nie można przegrywać. Na wyjeździe cenne są remisy, choć chcąc grać o jakieś poważniejsze cele, trzeba i na obcych stadionach wygrywać.
To znaczy, że w Gdyni Zagłębie musi wygrać?
- Piłka to kompletnie nieprzewidywalny sport. Deklaracje, że będzie tak czy inaczej, mówienie o tym, że coś się musi wydarzyć, to się nie sprawdza. A co do najbliższego meczu, to powiem tak: Krakowa też nie zbudowali przez dwa dni. O punkty więc wcale nie będzie łatwo. Ale sytuacja w tabeli jest taka, że na porażkę nie możemy sobie pozwolić. Z drugiej strony nie będę czarował, że w sobotę to już będzie zupełnie nowe Zagłębie. Z Odrą Wodzisław potrzebowałem dwóch meczów, żeby to jakoś poukładać.
Widział Pan zespół Zagłębia w jakimś ligowym meczu?
- W tym sezonie tylko w urywkach w magazynie ligowym Canal +. Ale ja przecież większość tych chłopaków znam. Grałem z Odrą przeciw nim w poprzednim sezonie. Analizowaliśmy grę Zagłębia. Jasne, że to nie to samo, co dogłębna znajomość swojego własnego zespołu, ale nie zaczynam zupełnie od zera. Zresztą teraz, gdzie nie wejdę, wszyscy mi tłumaczą, wyjaśniają, mówią, jakie są problemy i jakie możliwości.
Trener Besek także?
- No tak, spotkałem się z nim, rozmawialiśmy.
Nie obawia się Pan presji? W Lubinie jest ona olbrzymia, bo potężny właściciel nie może się doczekać wyników.
- A gdzie nie ma presji? Wszędzie, gdzie pan pójdzie, czego się nie dotknie, wszystko jest związane w piłce z presją. Wszyscy mają jakieś cele. Jedni wywierają presję, żeby się utrzymać, inni, żeby grać w pucharach, a jeszcze inni, żeby zakwalifikować się do Ligi Mistrzów. Już tak długo pracuję, że szybciej by mnie zdziwił brak presji.
W Lubinie ma Pan do dyspozycji niezwykle szeroką kadrę. To chyba atut?
- Na pewno, choć trzeba będzie to całe bogactwo ogarnąć. Będę się chciał przyjrzeć każdemu zawodnikowi. Także tym, których trener Besek wysłał do rezerw. Na pewno miał swoje powody, ale w mojej koncepcji być może będzie dla nich miejsce. Wszyscy mają na razie czystą kartę. Niech ją zapisują.
Zagłębie to był kiedyś pański koszmar, praktycznie z każdą prowadzoną przez siebie drużyną przygrywał Pan w Lubinie.
- Ale od pięciu lat już nie jest. Odczarowałem to Zagłębie. Teraz stanie się ono koszmarem dla innych.
Jaki będzie wynik meczu Arka - Zagłębie?
- A co to byłby ze mnie za trener, jakbym powiedział, że pozytywny dla rywala? Ale proszę nie pytać, jak zagramy, bo o tym będę myślał tuż przed meczem. Nie ma innego wyjścia.
źródło: Gazeta Wyborcza, dodał: Tomo, odsłon: 695
Musisz się zalogowac aby dodawac komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialści za treść zamieszczonych komentarzy! Zastrzegamy sobie prawo do ich usuwania.
