Ekstraklasa
Wydarzenia

Grzelak nie w Wiśle, a w Zagłębiu?
Wtorek, 28 listopada, 17:02
Widzew za Bartłomieja Grzelaka chce od Zagłębia dwa miliony złotych. - To duże pieniądze, ale napastnicy zawsze byli w cenie - stwierdza Czesław Michniewicz, trener zespołu z Lubina. O transferze Bartłomieja Grzelaka z Widzewa do Zagłębia mówi się już od dawna. Pojawiły się głosy, że jest już przesądzone, iż wiosną napastnik zespołu z Łodzi będzie grał w Lubinie.Okazuje się, że nie jest to wcale takie pewne. Na razie pewne jedynie jest to, że Zagłębie jest zainteresowane Grzelakiem, ale do podpisania kontraktu jeszcze daleko.
- Interesujemy się Grzelakiem i prowadzone są rozmowy, ale jak słyszę lub czytam, że jest on już piłkarzem Zagłębia, to się zastanawiam, skąd takie informacje - odpowiada Robert Pietryszyn, prezes Zagłębia Lubin. - Tak, chcemy tego zawodnika, ale nie za wszelką cenę. Jeżeli nie uda się go pozyskać, weźmiemy kogoś innego - dodaje prezes klubu z Lubina.
Bartłomiej Grzelak rok temu grał jeszcze na boiskach drugiej ligi i niewiele osób o nim słyszało. Zawodnik miał jednak bardzo udany poprzedni sezon - z 20 golami został królem strzelców i znacznie przyczynił się do awansu Widzewa do Orange Ekstraklasy. Dobrą formę z zaplecza ekstraklasy utrzymał w pierwszej lidze i po kilku udanych występach zrobiło się o nim głośno. Chęć pozyskania Grzelaka wyrażała Legia Warszawa, Lech Poznań, a później Wisła Kraków, Zagłębie Lubin i Cracovia Kraków.
W tej chwili poza Zagłębiem najbardziej zainteresowane pozyskaniem napastnika Widzewa są kluby z Krakowa. Pierwszym i chyba podstawowym problemem pozostaje kwota, jaką trzeba wyłożyć za Grzelaka. Po dobrych występach przeciwko Wiśle Kraków i Górnikowi Łęczna (Grzelak strzelił trzy gole) łódzki klub wycenił zawodnika na blisko milion euro. - Skoro Radović kosztował Legię 800 tys. euro, to Grzelak jest wart więcej - dało się słyszeć w Widzewie.
Mecz przeciwko Górnikowi Łęczna był jednak ostatnim dobrym występem w rundzie jesiennej Grzelaka i cena nieco przez to spadła. Teraz Widzew żąda za swojego napastnika około dwóch milionów złotych.
- Cena nie jest mała i na pewno trzeba negocjować. A jeszcze musimy pamiętać o wynagrodzeniu dla zawodnika i kilku innych sprawach, które przed podpisaniem kontraktu muszą zostać uzgodnione. Z całą pewnością zanim wydamy pieniądze na jakiegoś nowego zawodnika, mocno się zastanowimy, czy jest tego wart. Zasada jest taka, aby kupić jak najbardziej wartościowego gracza za jak najmniejsze pieniądze - komentuje prezes Zagłębia.
Trener Zagłębia Czesław Michniewicz dodaje: - Trudno mi powiedzieć, czy Grzelak jest tyle wart. To duże pieniądze, ale napastnicy zawsze byli w cenie. Nic jednak na siłę.
Zbić cenę za Grzelaka nie będzie łatwo, bo w klubie z Łodzi co prawda nikt nie chce na siłę zatrzymywać zawodnika, ale nie ma też potrzeby koniecznie go sprzedać. - Nie zależy nam na sprzedaniu Grzelaka, bo mamy pieniądze i nie są nam one koniecznie potrzebne z tego transferu, aby przeżyć - stwierdza krótko Władysław Puchalski, prezes Widzewa.
Nieoficjalnie mówi się, że w klubie z Łodzi działacze woleliby, aby Grzelak trafił do Wisły Kraków. Wiąże się to z zainteresowaniem Widzewa Bartoszem Iwanem (wypożyczony z Wisły do Widzewa do końca sezonu) i Mateuszem Broziem, których klub z Łodzi wziąłby w rozliczeniu za Grzelaka.
- Nie będziemy robili tragedii, jak nie kupimy napastnika Widzewa. Mamy jeszcze innych zawodników na oku, ale nie zdradzę kogo, bo jak powiem nazwisko, to jego cena zaraz wzrośnie czterokrotnie - stwierdza Pietryszyn.
Zagłębie w przerwie zimowej chciałoby pozyskać trzech-czterech piłkarzy, którzy byliby poważnym wzmocnieniem drużyny, i kilku młodych perspektywicznych graczy, którzy z czasem wchodziliby do kadry pierwszego zespołu. Najbardziej poszukiwani są lewy obrońca oraz lewy pomocnik. Poza tym trener Czesław Michniewicz chętnie widziałby w swoim zespole jeszcze jednego stopera i napastnika.
- Stoperów już mamy, ale jeszcze jeden dałby lepszy komfort pracy i byłaby większa konkurencja w zespole. Podobnie z napastnikiem. Na pewno natomiast potrzebujemy graczy na lewą stronę. Tam braki są większe - wyjaśnia Michniewicz.
W poszukiwaniu wzmocnień na początku grudnia prezes klubu wraz z trenerem wyjadą na trzy dni do Londynu. W planach mają między innymi obejrzenie meczów Tottenham - Moddlesbrough i rezerw Tottenhamu z rezerwami Fulham. - Przede wszystkim spotkamy się z Davidem Conollym i będziemy rozmawiali w sprawie ewentualnych transferów. Jeżeli nawet teraz nie uda się nikogo wypożyczyć z Tottenhamu, to może w przyszłości. Liczymy, że nawiążemy współpracę z londyńskim klubem i ich gracze z szerokiej kadry będą się mogli u nas ogrywać - tłumaczy Michniewicz.
Dopiero jeżeli uda się kogoś sprowadzić do zespołu, działacze klubu z Lubina zgodzą się na ewentualny transfer kogoś z Zagłębia. Pewne niemal jest, że zostanie Maciej Iwański, którego pozyskaniem do niedawna zainteresowanych było kilka klubów. Niewykluczone natomiast, że odejdzie Michał Chałbiński. Napastnika Zagłębia w swoich szeregach widzieliby trenerzy francuskiego klubu Valenciennes.
- Francuzi są nim zainteresowani, ale Michał jakoś nie kwapi się do wyjazdu. Rozmawiałem z nim i powiedział, że atmosfera w klubie jest doskonała i chciałby uczestniczyć w tym, co się tutaj rodzi. Jak więc będzie, zobaczymy. Nie jest tak, że musimy kogoś sprzedawać, aby mieć pieniądze - kończy prezes Zagłębia.
Ąródło: Gazeta Wyborcza, dodał: michal, odsłon: 1254
Musisz się zalogowac aby dodawac komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialści za treść zamieszczonych komentarzy! Zastrzegamy sobie prawo do ich usuwania.
