Ekstraklasa
Wydarzenia
Wywiad z piłkarzami
Czwartek, 30 września, 16:28

Piłkarze obu klubów zaproszeni przez "Przegląd Sportowy" spotkali się wspólnie w jednej z krakowskich restauracji, by porozmawiać o derbach. Dziś Wisła gra bardzo ważne spotkanie w Pucharze UEFA, w najbliższą niedzielę niemniej ważne derby Krakowa z Cracovią.
Zaproszenie otrzymali Tomasz Frankowski i Mirosław Szymkowiak z Wisły, oraz Marcin Bojarski, Marek Citko i Piotr Bania z Cracovii.
"Święta wojna" już za kilka dni, a ostatnio Cracovia zagrała dla Wisły - pokonując Groclin dała jej miejsce na szczycie tabeli...
Mirosław Szymkowiak: - Zgadza się, że dużo nam pomogła, jednak każdy zespół gra przede wszsytkim dla siebie. Bardzo im były potrzebne punkty - w większości spotkań są lepszą drużyną, ale często im nie idzie. Ten mecz chyba był przełomowy - wygrali z wiceliderem, a w dodatku należało im się to.
Marek Citko: - Gramy ładnie, stwarzamy sytuacje, ale brakuje skuteczności. Mam nadzieję, że w najbliższą niedzielę będzie lepsza. Czeka nas ciężki mecz, ale nie mamy kompleksów. Wisła jest bardzo skuteczna, wykorzystuje większość okazji. Już nie wspomnę o "Młodym" - co kopnie w lewy róg, to wpada mu w prawy.
Tomasz Frankowski: - Akurat w Lubinie mierzyłem...
Ale setną bramkę zostawił pan sobie na derby?
Frankowski: - Zwariowaliście? Nie kalkuluję, choć nieźle byłoby wykorzystać w niedzielę jakieś prostopadłe podanie Mirka. O ile wystąpi, bo trener lubi żonglować składem, więc może teraz da odpocząć Mirkowi.
Citko: - Mam nadzieję, że "Szymek" zagra, bo wtedy będziemy mieli większe szanse.
A panu uda się wrzucić czterdziestometrowego loba za plecy Radka Majdana?
Citko: - Będę się starał.
Szymkowiak: - Ale "grzebią w trupach" z tym lobem - przecież to było osiem lat temu.
Marcin Bojarski: - I to przy przegranej 1:4 z Atletico Madryt.
Citko: - Zawsze trzeba próbować. Z każdej odległości.
Frankowski: - A nie mają wtedy do ciebie pretensji, że nie podajesz? Bo ja dwa razy spróbowałem i od razy się nasłuchałem: "Czemu nie wyprowadziłeś piłki?"
Citko: - Odważyłeś się?
Szymkowiak: - Jak "Franek" nóżkę ułoży, to od raz wiadomo, że będzie uderzał.
Bojarski: - A mnie się podoba postawa "Franka" - to napastnik, który zawsze podejmuje ryzyko.
Szymkowiak: - Zdarzali się trenerzy karzący za niekonwencjonalne zagrania.
Prosimy o nazwiska trenerów i wymiary kar?
Szymkowiak: - Nazwisk na pewno nie podam.
Frankowski: - Jeśli wykończysz akcję sprytną sztuczką i strzelisz gola, to cię poklepią po plecach. A jak zepsujesz - dostajesz "ochrzan".
Szymkowiak: - Na zachodzie piłkarze dostają więcej swobody. Mieliśmy przykład z Figo w Krakowie. Pięć razy przegrał pojedynek z Nikolą, a mimo to szósty raz "pojechał na wydrę" - zupełnie tak samo. I tym razem go "skręcił", i bramkę wypracował. A w Polsce, gdy dwa razy ci nie wyjdzie, trener krzyczy z boku: "Dziesięć minut ci zostało!"
Najgorsze, że w Polsce już juniorom się mówi: "Graj prosto". Jak mają później wyrosnąć nieszablonowi piłkarze?
Citko: - Okuka chciał mnie kiedyś wygonić z treningu, bo podałem piętą.
Frankowski: - Smuda też nie za bardzo lubił sztuczki techniczne.
Citko: - Mnie pozwalał!
Szymkowiak: - Piłka młodzieżowa wygląda w Polsce kiepsko, bo w tej kategorii gra się systemem 3-5-2, który już się przeżył. Boczny pomocnik ma po dwudziestu minutach taką "butlę", że musi się dotlenić.
Piotr Bania: - A potem młody chłopiec wchodzi do pierwszej drużyny i musi się uczyć od podstaw.
Citko: - W Szwajcarii nie mają talentów, ale od trampkarza stosują jednolity system szkoleniowy. A potem dzięki konsekwencji i taktyce występują w wielkich imprezach.
Szymkowiak: - U nas Henryk Kasperczak wprowadził jednolite szkolenie. Już dzieci uczą się grać w ustawieniu 4-4-2. I to jest dobre, tak działa system we Francji, który dał jej sukcesy.
Frankowski: - W poniedziałki są zebrania wszystkich trenerów Wisły i Kasperczak nadzoruje ich pracę.
Cracovia stara się prezentować podobny styl do Wisły. Patrzycie na to z sympatią?
Frankowski: - Tak, a wiecie dlaczego? Cracovia jest jedną z tych drużyn, które nie boją się gry piłką i nie koncentrują na "wybijankach".
Szymkowiak: - Wygodniej walczy się z zespołem, który też chętnie operuje piłką, gra otwarcie. Jest wtedy więcej miejsca do przeprowadzania składnych akcji.
Citko: - Przeciwnicy się szanują; nikt nie "wali w pysk", a kiedy się cofniesz, to nie kopią cię po nogach.
Można postawić i obronić tezę, że Kraków ma dwie najładniej grające drużyny w Polsce?
Citko: - Jasne. W przypadku Wisły to oczywiste, Cracovia natomiast zaliczyła trzy spotkania na początku sezonu - w tym dwa przegrane - i już się mówiło o stylu. To o czymś świadczy. Gdyby nie uciekło nam pięć punktów na własnym stadionie - z Odrą Wodzisław i Górnikiem Zabrze - bylibyśmy na drugim miejscu w tabeli.
Frankowski: - Cracovia przypomina Wisłę z czasu, kiedy zaczęła ją sponsorować Tele-Fonikę i wszystko nagle poszło do góry.
Citko: - Nie graliście wtedy tak ładnie. Wiem, bo przecież trenowałem z wami parę tygodni.
Frankowski: - Jak to nie? Prezentowaliśmy ofensywny styl, nie przegraliśmy trzynastu spotkań z rzędu.
Citko: - Uważam, że tak naprawdę ładna gra Wisły zaczęła się od meczów w Pucharze UEFA przed dwoma laty. Wcześniej różnie bywało.
Szymkowiak: - Eee, Marek!
Frankowski: - Wiesz co, "Citek"? Wcześniej, zanim zaczynaliśmy "łapać zgranie" - trener był zwalniany. Kasperczak jest najdłużej pracującym szkoleniowcem od czasu, kiedy trafiłem do Wisły. I to procentuje. Dawniej ciągle wszystko się zmieniało. Smuda preferował grę z jednym wysuniętym napastnikiem i wchodzącymi skrzydłowymi. Potem przyszedł Lenczy, który hołdował zasadzie: "Nie przeszkadzać" - utrzymać dyspozycję fizyczną, a zawodnicy mają sami grać w piłkę.
Citko: - A składem mieszał? W Widzewie nie grało się u niego dwóch meczów z rzędu w tym samym zestawieniu. Nawet jak nie sadzał nikogo na ławce, to zmieniał ludziom pozycje.
Wróćmy do derby, zderzą się dwa ofensywne, efektowne style, będzie 6:6 i najładniejszy ligowy mecz roku?
Frankowski: - Na pewno niemożliwy jest wynik 0:0.
Szymkowiak: - Przeważnie w prestiżowych konfrontacjach tak nie bywa. Zależy też, kiedy zaczną padać bramki, kto będzie musiał się odsłonić i jeszcze mocniej zaatakować.
Bojarski: - Nawet przegrywając z Wisłą trzeba atakować z głową. Niejedna drużyna źle skończyła próbując gorączkowo odrobić straty - bo właściwie w pięć minut kończył się mecz.
Szymkowiak: - W takich spotkaniach początki zawsze są trudne: wszyscy są spięci i jest dużo walki. Z czasem jednak będzie coraz więcej sytuacji.
Bania: - Też mi się wydaje, że pod koniec meczu będzie więcej akcji ofensywnych, bo na pewno na początku obie drużyny wyjdą z determinacją i koncentracją na grze obronnej. Ciężko będzie dojść do strzału.
Nie jest pan zdenerwowany? Ósmy mecz w ekstraklasie, niezwykła otoczka.
Bania: - Na razie nie. W pierwszych dwóch meczach sezonu byłem trochę spięty: zastanawiałem się jak pokaże to telewizja, jak wypadnę na boisku. Otrząsnąłem się z tego szoku i teraz już nie mam żadnych problemów.
Bojarski: - Czego się bać? Gramy w piłkę, cieszymy się tym. A to, że jedno podanie czy drybling mi nie wyjdzie, nie oznacza, że muszę się załamywać.
Citko: - Mirek zawsze jest spięty.
Frankowski: - To zależy, czy mu sędzia zajdze za skórę. Wiecie, w której minucie skoczył na sędziego Małka w Lubinie? W pierwszej!
Szymkowiak: - No, nie, w drugiej! Kurczę, pobrudziłem się.
Bania: - Nie przejmuj się, spodnie w plamy są teraz modne.
Niekiedy przed wielkimi meczami typu: Real - Barcelona, w prasie trwa wojna piłkarzy na słowa, atmosfera jest podrzewana. W Krakowie tego nie ma.
Frankowski: - To zależy od dziennikarzy. Siedzimy i rozmawiamy, a wy później podkreślicie dwa odpowiednie zdania. Na przykład, że ja powiedziałem: "Citko to leser i nie atakuje wślizgiem" - i już jest.
Citko: - A "Szymek" w każdym meczu powinien dostawać czerwoną kartkę.
Bojarski: - W tym spokaniu w ogóle musimy uważać na słowa i zachowania, żeby nie wywołały burzy na trybunach.
Na razie tylko Damian Gorawski powiedział kilka tygodni temu: "Nigdy nie zagram w Cracovii".
Szymkowiak: - "Gora" to młody chłopak.
Bojarski: - Mój sąsiad - mieszkamy na tym samym piętrze. Wyżej Mariusz Kukiełka... I jeszcze bracia Brożkowie na dokładkę.
Frankowski: - I prezes Kapka.
Szymkowiak: - Oni mają tam derby przez cały rok. Teraz założyli się, że kto wygra, to stawia.
Citko: - Czynsz.
Szymkowiak: - Tak, czynsz. To naprawdę dobry blok. Sam tam kiedyś mieszkałem.
Spotkania przy grillu?
Szymkowiak: - Nie ma szans, tam są balkony metr na metr.
Bojarski: - Nie ma imprez, ale kiedy spotkam "Gorę" albo Mariusza na klatce, to zawsze pogadamy o piłce.
Citko: - My z "Frankiem" częściej się widywaliśmy, gdy mieszkaliśmy dalej od siebie. Odkąd jestem z Krakowie, aż do dzisiaj nie mieliśmy czasu się spotkać.
Frankowski: - Czasu, czasu - napiszcie to słowo dużymi literami.
Citko: - Zawsze się tłumaczysz, że dom budujesz, ale teraz wieczorami jest już ciemno, chyba nic fachowcy tam nie robią.
Szymkowiak: - Są okresy, kiedy człowiek przez wyjazdy na mecze i zgrupowania ma trzy tygodnie wyjęte z życia. Jest pół dnia wolnego, kiedy trzeba pozałatwiać sprawy, resztę poświęca się rodzinie.
Citko: - A fryzjer?
Szymkowiak: - No, trzeba u niego trochę posiedzieć. Właśnie! Z Piotrkiem Banią spotykam się u fryzjera.
Frankowski: - Bo nie macie dzieci, tak?
Szymkowiak: - Zawsze wtedy pogawędzimy. Parę razy umówiliśmy się na piwko wieczorem.
A propos spotkań, kibice mówią: "Wszystko nieważne, musicie wygrać derby"?
Frankowski: - Miesiąc temu w cukierni zaczepił mnie jakiś facet: "Cześć, wszystkiego najlepszego. Na Cracovię już się szykujecie?" Myślałem, że to kibic Wisły, mówię: "Tak pokonamy ich", a on na to" Ja ci pokonam!"
Szymkowiak: - Ciesz się, że tylko tak to się skończyło. Co do meczu, będzie dreszczyk emocji. Z dnia na dzień bardziej odczuwalny, ale na razie o tym nie myślimy. Mamy bardzo ważne spotkanie w Tbilisi.
Komu będą w nim kibicować piłkarze Cracovii?
Bojarski: - Wiśle. Przecież gra dla polskiej piłki, zbiera punkty także dla innych klubów.
Ale gdyby Dinamo wymęczyło Wisłę, to Cracovii byłoby w niedzielę łatwiej...
Bojarski: - Są przyzwyczajeni do wysiłku. Mają tak dobrych masażystów i odnowę, ze przez trzy dni dojdą do siebie.
Szymkowiak: - Dwa dni.
Bojarski: - Jak wyjdziesz z tunelu i zobaczysz krzyczący tłum, to poczujesz taką adrenalinę, że wrócą ci wszystkie siły.
Szymkowiak: - Racja, ale to może mieć wpływ na końcówkę. Jeśli będziemy musieli was gonić - może się odbić czwartkowy mecz.
Adrenalina skoczy z obu stron, ale chyba bardziej w Cracovii, która występuje z pozycji pretendenta? Kiedy Wisła ogrywała Parmę i Schalke, "Pasy" jeździły na trzecioligowe stadiony w Lubartowie czy Proszowicach.
Bania: - Czasami łatwiej jest być potencjalnie słabszym. Dlatego dobrze się gra na wyjazdach, kiedy mamy niewiele do stracenia. Poza tym, pomogła nam wygrana z Groclinem. Uwierzyliśmy w swoje możliwości i w niedzielę wyjdziemy na boisko z nadzieję na sukces.
Frankowski: - Z flagami wychodzicie?
Bania: - Nic nie wiem.
Frankowski: - Legioniści zawsze z flagami wychodzili, co nas śmieszyło, a potem ich "łoiliśmy".
Citko: - Wiara w sukces jest ważna, bo Wisła głównie wygrywa tym, że przeciwnik już w szatni się jej boi.
Frankowski: - Real na własnym stadionie ma to samo. Tak działa magia klubu.
Szymkowiak: - Dużo też zależy od trenera. Jeżeli on w szatni powie, że tam grają Maradona i Ronaldo...
Frankowski: - Henryk Kasperczak także stara się podkreślać zalety rywali.
Citko: - Musi tak mówić, bo byście wszystkich "olewali".
Zadowoliłby was remis?
Szymkowiak: - Każdy będzie chciał wygrać. To chyba normalne?
Citko: - Zależy od przebiegu spotkania - można być złym albo zadowolonym z tego samego wyniku.
źródło: Przegląd Sportowy, dodał: Julo, odsłon: 327
Musisz się zalogowac aby dodawac komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialści za treść zamieszczonych komentarzy! Zastrzegamy sobie prawo do ich usuwania.
