Ekstraklasa
Wydarzenia

Trzeci Zieliński dał o sobie znać
Piątek, 19 października 2007, 10:03
Na początku sezonu w ekstraklasie mówiło się tylko o dwóch Zielińskich. Obaj mają na imię Jacek i obaj zasiadają na trenerskich ławkach. W trzeciej kolejce dał jednak o sobie znać „ten trzeci” – pisze Sport. Jest to Michał z Polonii Bytom.
Michał Zieliński jeszcze rok temu biegał ledwie po piątoligowych boiskach. Teraz jego personalia dobrze pamiętają już i w Krakowie przy Kałuży, i w Bełchatowie. Nic dziwnego, że w tej chwili Michał jest chyba najsłynniejszym mieszkańcem Żernicy. - Z sąsiedniej Stanicy pochodził podobno Zygfryd Szołtysik. Innych pierwszoligowców z tych stron nie znam - mówi bohater niniejszej opowieści.
Nie jest jednak tak, że Zieliński spaceruje uliczkami Żernicy otoczony wianuszkiem fanów i fanek. Kiedy jednak zagląda na boisko miejscowego, A-klasowego Naprzodu, budzi emocje. - Cieszy nas, że wychowaliśmy ligowca - zaciera ręce Józef Kasprzak. To on osiem lat temu przyjął Michała - który właśnie skończył naukę w sportowej szkole podstawowej w Knurowie - do drużyny Naprzodu Żernica. - Czy już wtedy tak szybko biegał? Zależy za czym i po co... - uśmiecha się były trener bytomianina.
- Po okresie gry w Concordii wróciłem do Żernicy, bo wydawało mi się, że nie uda mi się gry i treningów w Knurowie pogodzić z nauką w szkole średniej - tłumaczy Michał Zieliński. Dwa lata biegał więc po boiskach A-klasy, pukając - jako nastolatek - do pierwszej drużyny Naprzodu. Okazało się jednak, że naukę w technikum energetycznym z piłką pogodzić się da.
- Faktem jest, że orłem w nauce nie byłem, a z tytułu technik-elektryk to w zasadzie została mi tylko... umiejętność wymiany żarówki - śmieje się Michał Zieliński. W Knurowie trafił pod skrzydła Józefa Dankowskiego i... z sezonu na sezon coraz regularniej zaczął strzelać gole. Być może mobilizowała go rywalizacja z kolegą z Żernicy. - Trafiłem do Concordii właśnie tropem Michała. No i przez długi czas konkurowaliśmy w snajperskich osiągnięciach - mówi Łukasz Szymura.
Kiedy zaglądnęliśmy z „Zielem” na boisko Naprzodu, właśnie doglądał swych trampkarzy, toczących zażarty pojedynek z drużyną „zza miedzy”. - Najwidoczniej Michał ma większy talent, choć w naszej ostatniej wspólnej rundzie w Concordii to ja byłem skuteczniejszy - uśmiecha się Szymura.
A może po prostu Michał miał więcej zacięcia? Do owej sportowej „podstawówki” trafił przecież w wieku 10 lat. I dzień dzień - z przesiadką! - dojeżdżał z Żernicy do Knurowa. - Wstawałem coś ok. 6.00 rano, pół godziny później już biegłem na autobus - opowiada. Dla dziesięciolatka dystans paru kilometrów do przebiegnięcia, dzielących dom od przystanku, to wcale nie drobiazg. I to czasami w kopnym śniegu! Czyż można się dziwić, że „dorosły” Michał biega bez kłopotu od jednego pola karnego do drugiego? Po jego telewizyjnej gafie (- Jaki mam czas na 100 metrów? Chyba sześć sekund... - to po meczu z Cracovią) redakcja jednego z tabloidów chciała mu nawet urządzić oficjalne mierzenie czasu na „setkę”. Nie zgodził się na to - w obawie przed kontuzją - trener Dariusz Fornalak.
Do dziś więc „Zielu” nie wie, jaki by czas „wykręcił”. - Ktoś ostatnio rzucił w szatni, że tyle gaf, ile Michałowi zdarzyło się w ciągu 10 miesięcy gry u nas, cała Polonia nie popełniła przez 7 lat - mówi rozbawiony Jacek Trzeciak. Ostatnim „przebojem” jest podobno zderzenie napastnika z... obrońcą, Arkadiuszem Sojką.
- Chciał mu iść na obieg, ale trafił prosto w niego, i obaj wyłożyli się jak dłudzy. Oglądaliśmy tę sytuację chyba z cztery razy na wideo - dodaje kapitan niebiesko-czerwonych. To jednak zawsze śmiech z wielką sympatią dla 23-latka. - Bo on bawi nas i całkiem świadomie. Ostatnio świetnie podrabiał filipińską chorobę Aleksandra Kwaśniewskiego: „Ludwiku Dornie i Sabo. Mówię wam...” - pęka ze śmiechu bytomska „szatnia”. Ale to śmiech pełen sympatii.
- A Michał taki jest i na co dzień. Ile razy dzwonił do mnie po meczach z dramatyczną wieścią: „Nogę mam w gipsie”. I za chwilę... stawał pod domem cały i zdrów - Kornelia, dziewczyna Michała, właściwie nie bardzo wie, czy jeszcze ma się denerwować, czy już tylko śmiać. Inna rzecz, że kiedy rzeczywiście podczas jednego z meczów Concordii „Zielu” złamał rękę i wylądował w szpitalu, akurat... rozładowała mu się komórka i nie mógł już zadzwonić do nikogo...
Jest jednak i ta całkiem poważna twarz piłkarza. Bo przecież ta kariera wcale mu nie była pisana. Kiedy blisko dwa lata temu Polonia nie dogadała się z Concordią w sprawie jego wypożyczenia, chłopak po prostu spakował manatki i ruszył w świat. - Mam też paszport niemiecki w domu, załatwienie sobie pracy w Holandii nie było problemem - mówi. - W Concordii dostawałem 100 zł za wygrany mecz, z tego się wyżyć nie dało, a ile można siedzieć u mamy i taty?
„Na obczyźnie” wytrwał do końca umowy, czyli... całe sześć tygodni. Sortował i układał owoce i warzywa. - Legalnie, osiem godzin dziennie, czasami sześć dni w tygodniu. Boisko? Trochę mnie ciągnęło, bo obok był stadion II-ligowego Haarlemu. Ale nigdy nie miałem odwagi, by pójść i poprosić o testy - dodaje. Tuż przed Świętami Bożego Narodzenia pojechał tam jeszcze raz, na dwa tygodnie. Nowy Rok za to przyniósł mu niespodziankę - zgodę knurowian na jego przejście do Bytomia. - Fajnie mieć faceta - piłkarza pierwszoligowego.
Tylko teraz muszę go bardziej pilnować. Koleżanki z klasy (Kornelia jest uczennicą Technikum Architektury Krajobrazu - dop. red.) już chcą zdjęcia i autografy od niego - opowiada sympatia Michała. On sam ciężar sławy poznał przy okazji niedawnej wizyty w szpitalu w Piekarach, gdzie zabieg przechodził jego młodszy brat, Adam. - Chłopaki leżący ze mną na sali sami poznali Michała, kiedy przyszedł w odwiedziny. Musiał każdemu dać autograf - chwali się rezolutny jedenastolatek. Autograf od Michała chcieliby mieć i „wielcy”.
- Parę dni temu zadzwonił do mnie sam Marek Citko. Powiedział, że właśnie został licencjonowanym menedżerem i proponuje mi podpisanie z nim umowy. Musiałem odmówić, bo mam już taki kontrakt z Piotrem Tyszkiewiczem - tłumaczy „Zielu”.
Co do „pilnowania” zaś zawodnika, możemy uspokoić Kornelię. Właśnie niedawno celująco zdał egzamin, urządzony mu przez kolegów z drużyny. Kiedy - wykorzystując możliwości telefonii komórkowej - zadzwonili do niego, proponując mu modulowanym elektronicznie głosem namiętnej blondynki spotkanie-randkę, Michał grzecznie, acz stanowczo odmówił.
- Mam już dziewczynę - zadeklarował, czym wywołał wybuch entuzjazmu w tylnej autobusu, w której jechali „prześmiewcy”. Wygląda na to, że zwrot, jaki dokonał się w jego życiu kilka miesięcy temu, dzięki pierwszoligowemu awansowi, jest trwały. Z kilkoma kolegami z Polonii Michał właśnie zapisał się na kurs instruktora piłki nożnej...
Nie jest jednak tak, że Zieliński spaceruje uliczkami Żernicy otoczony wianuszkiem fanów i fanek. Kiedy jednak zagląda na boisko miejscowego, A-klasowego Naprzodu, budzi emocje. - Cieszy nas, że wychowaliśmy ligowca - zaciera ręce Józef Kasprzak. To on osiem lat temu przyjął Michała - który właśnie skończył naukę w sportowej szkole podstawowej w Knurowie - do drużyny Naprzodu Żernica. - Czy już wtedy tak szybko biegał? Zależy za czym i po co... - uśmiecha się były trener bytomianina.
- Po okresie gry w Concordii wróciłem do Żernicy, bo wydawało mi się, że nie uda mi się gry i treningów w Knurowie pogodzić z nauką w szkole średniej - tłumaczy Michał Zieliński. Dwa lata biegał więc po boiskach A-klasy, pukając - jako nastolatek - do pierwszej drużyny Naprzodu. Okazało się jednak, że naukę w technikum energetycznym z piłką pogodzić się da.
- Faktem jest, że orłem w nauce nie byłem, a z tytułu technik-elektryk to w zasadzie została mi tylko... umiejętność wymiany żarówki - śmieje się Michał Zieliński. W Knurowie trafił pod skrzydła Józefa Dankowskiego i... z sezonu na sezon coraz regularniej zaczął strzelać gole. Być może mobilizowała go rywalizacja z kolegą z Żernicy. - Trafiłem do Concordii właśnie tropem Michała. No i przez długi czas konkurowaliśmy w snajperskich osiągnięciach - mówi Łukasz Szymura.
Kiedy zaglądnęliśmy z „Zielem” na boisko Naprzodu, właśnie doglądał swych trampkarzy, toczących zażarty pojedynek z drużyną „zza miedzy”. - Najwidoczniej Michał ma większy talent, choć w naszej ostatniej wspólnej rundzie w Concordii to ja byłem skuteczniejszy - uśmiecha się Szymura.
A może po prostu Michał miał więcej zacięcia? Do owej sportowej „podstawówki” trafił przecież w wieku 10 lat. I dzień dzień - z przesiadką! - dojeżdżał z Żernicy do Knurowa. - Wstawałem coś ok. 6.00 rano, pół godziny później już biegłem na autobus - opowiada. Dla dziesięciolatka dystans paru kilometrów do przebiegnięcia, dzielących dom od przystanku, to wcale nie drobiazg. I to czasami w kopnym śniegu! Czyż można się dziwić, że „dorosły” Michał biega bez kłopotu od jednego pola karnego do drugiego? Po jego telewizyjnej gafie (- Jaki mam czas na 100 metrów? Chyba sześć sekund... - to po meczu z Cracovią) redakcja jednego z tabloidów chciała mu nawet urządzić oficjalne mierzenie czasu na „setkę”. Nie zgodził się na to - w obawie przed kontuzją - trener Dariusz Fornalak.
Do dziś więc „Zielu” nie wie, jaki by czas „wykręcił”. - Ktoś ostatnio rzucił w szatni, że tyle gaf, ile Michałowi zdarzyło się w ciągu 10 miesięcy gry u nas, cała Polonia nie popełniła przez 7 lat - mówi rozbawiony Jacek Trzeciak. Ostatnim „przebojem” jest podobno zderzenie napastnika z... obrońcą, Arkadiuszem Sojką.
- Chciał mu iść na obieg, ale trafił prosto w niego, i obaj wyłożyli się jak dłudzy. Oglądaliśmy tę sytuację chyba z cztery razy na wideo - dodaje kapitan niebiesko-czerwonych. To jednak zawsze śmiech z wielką sympatią dla 23-latka. - Bo on bawi nas i całkiem świadomie. Ostatnio świetnie podrabiał filipińską chorobę Aleksandra Kwaśniewskiego: „Ludwiku Dornie i Sabo. Mówię wam...” - pęka ze śmiechu bytomska „szatnia”. Ale to śmiech pełen sympatii.
- A Michał taki jest i na co dzień. Ile razy dzwonił do mnie po meczach z dramatyczną wieścią: „Nogę mam w gipsie”. I za chwilę... stawał pod domem cały i zdrów - Kornelia, dziewczyna Michała, właściwie nie bardzo wie, czy jeszcze ma się denerwować, czy już tylko śmiać. Inna rzecz, że kiedy rzeczywiście podczas jednego z meczów Concordii „Zielu” złamał rękę i wylądował w szpitalu, akurat... rozładowała mu się komórka i nie mógł już zadzwonić do nikogo...
Jest jednak i ta całkiem poważna twarz piłkarza. Bo przecież ta kariera wcale mu nie była pisana. Kiedy blisko dwa lata temu Polonia nie dogadała się z Concordią w sprawie jego wypożyczenia, chłopak po prostu spakował manatki i ruszył w świat. - Mam też paszport niemiecki w domu, załatwienie sobie pracy w Holandii nie było problemem - mówi. - W Concordii dostawałem 100 zł za wygrany mecz, z tego się wyżyć nie dało, a ile można siedzieć u mamy i taty?
„Na obczyźnie” wytrwał do końca umowy, czyli... całe sześć tygodni. Sortował i układał owoce i warzywa. - Legalnie, osiem godzin dziennie, czasami sześć dni w tygodniu. Boisko? Trochę mnie ciągnęło, bo obok był stadion II-ligowego Haarlemu. Ale nigdy nie miałem odwagi, by pójść i poprosić o testy - dodaje. Tuż przed Świętami Bożego Narodzenia pojechał tam jeszcze raz, na dwa tygodnie. Nowy Rok za to przyniósł mu niespodziankę - zgodę knurowian na jego przejście do Bytomia. - Fajnie mieć faceta - piłkarza pierwszoligowego.
Tylko teraz muszę go bardziej pilnować. Koleżanki z klasy (Kornelia jest uczennicą Technikum Architektury Krajobrazu - dop. red.) już chcą zdjęcia i autografy od niego - opowiada sympatia Michała. On sam ciężar sławy poznał przy okazji niedawnej wizyty w szpitalu w Piekarach, gdzie zabieg przechodził jego młodszy brat, Adam. - Chłopaki leżący ze mną na sali sami poznali Michała, kiedy przyszedł w odwiedziny. Musiał każdemu dać autograf - chwali się rezolutny jedenastolatek. Autograf od Michała chcieliby mieć i „wielcy”.
- Parę dni temu zadzwonił do mnie sam Marek Citko. Powiedział, że właśnie został licencjonowanym menedżerem i proponuje mi podpisanie z nim umowy. Musiałem odmówić, bo mam już taki kontrakt z Piotrem Tyszkiewiczem - tłumaczy „Zielu”.
Co do „pilnowania” zaś zawodnika, możemy uspokoić Kornelię. Właśnie niedawno celująco zdał egzamin, urządzony mu przez kolegów z drużyny. Kiedy - wykorzystując możliwości telefonii komórkowej - zadzwonili do niego, proponując mu modulowanym elektronicznie głosem namiętnej blondynki spotkanie-randkę, Michał grzecznie, acz stanowczo odmówił.
- Mam już dziewczynę - zadeklarował, czym wywołał wybuch entuzjazmu w tylnej autobusu, w której jechali „prześmiewcy”. Wygląda na to, że zwrot, jaki dokonał się w jego życiu kilka miesięcy temu, dzięki pierwszoligowemu awansowi, jest trwały. Z kilkoma kolegami z Polonii Michał właśnie zapisał się na kurs instruktora piłki nożnej...
źródło: Sport, dodał: KOGUT, odsłon: 961
--------------- reklama ---------------
bet-at-home.com - Sponsor Strategiczny Wisły Kraków
Musisz się zalogowac aby dodawac komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialści za treść zamieszczonych komentarzy! Zastrzegamy sobie prawo do ich usuwania.

Redakcja nie ponosi odpowiedzialści za treść zamieszczonych komentarzy! Zastrzegamy sobie prawo do ich usuwania.
najnowsze




Korona Kielce
Arka Gdynia