Ekstraklasa
Wydarzenia

Walter: popełniliśmy błąd
Środa, 31 października, 22:10
Właściciele Legii Warszawa co miesiąc dokładają do klubu milion z okładem, ale nie zamierzają się wycofywać z jego finansowania. "Nie popadam w histerię" - mówi DZIENNIKOWI Mariusz Walter, jeden z właścicieli klubu.Kłopoty drużyny to jedna sprawa, ale jest jeszcze to, co dzieje się wokół klubu. Od dłuższego czasu trwają przepychanki z kibicami. Ich końca nie widać. Czy pan sobie zdawał sprawę, przejmując klub, że będzie miał pan aż takie problemy?
- Nie. Byłem uprzedzamy przez wielu kolegów, którzy zaczynali swój sportowy czy też dziennikarski życiorys na "żylecie". Ale wydawało mi się, że istnieją pewne granice braku rozsądku. Przyjąłem bowiem fałszywe założenie, że największym dobrem kibica jest sukces Legii. W tej kwestii ja i moi partnerzy popełniliśmy błąd. Nie doceniłem ostrzeżeń. Miałem dwa spotkania z kibicami. Jedno, kiedy jeszcze nie zapadła decyzja o przejęciu klubu, i drugie przed kamerami telewizyjnymi. Chodziło o ceny biletów. I na tym pierwszym, i na tym drugim powiedziałem, że moim zdaniem są trzy elementy, które będą decydować o sukcesie klubu. Pierwszy to poziom sportowy zespołu, który nie będzie tępym kolekcjonerem punktów, zapewniającym niewiele emocji. Drugi to jest dom, czyli stadion Legii i jego tradycja. I trzeci - kibice. Powiedziałem dwukrotnie publicznie i mówię to panu po raz trzeci. Było jednak kilka zdarzeń, które można uznać za krytyczne i dlatego zaprzestaliśmy już prób porozumienia z kibicami.
Zacznijmy od najświeższego...
- Mecz z Wodzisławiem. Czy to nieprawda, że trybuny Legii są w stanie dodać piłkarzom sił? Prawda! I oto Legia przegrywa 0:1, a ja obserwuję karnawał piechurów, joggingowców, którzy biegają po trybunach, demonstrując niezainteresowanie tym, co dzieje się na boisku. No niby komu oni robią na złość? Zarządowi, właścicielom, Walterowi? Siła tych okrzyków, choćby krzyczeli rzeczy znacząco gorsze, co już miało miejsce wielokroć, jest żadna. W porównaniu do konsekwencji w realizacji naszego założenia, które przyjęliśmy od samego początku. Kibice tak, chuligani nie.
(...)
Czy to może trwać długo?
- Sprecyzujmy co? O czym tak naprawdę mówimy? Race nie, bo niezgodne z prawem. Kary tak, będą, bo są zgodne z ustawą o imprezach masowych. Wulgaryzmy nie, bo jeśli ktoś mi tłumaczy, że piłka nożna nie jest grą dla panienek z dobrych domów, to ja na to odpowiadam, że jest w polskim słowniku wystarczający zasób słów, żeby zastąpić czymś ch.... Takiej chamskiej muzyki nie chcemy i zrobimy wszystko, by jej nie było. Czy jesteśmy tacy delikatni? Nie. Wcale nie chcemy, żeby ten stadion w przyszłości wypełniały wyłącznie białe kołnierzyki, które nigdy nie rozciągną pięknych flag, nie będą miały pomysłów scenograficznych i tego gromkiego głosu chłopaków z Powiśla. Chcemy, żeby na trybunach byli i ci, i ci. Ale też, żeby mogła przyjść bezpiecznie rodzina. Ojciec, matka, dzieci, młoda dziewczyna.
Tajemnicą poliszynela jest handel narkotykami na trybunach Legii. Sam pan o tym wspominał.
- Nie zajmuję się sprawami należącymi do MSWiA. Wspominałem o tym, ale nie mam dowodów. Skoro nie jesteśmy w stanie uzyskać protokołu zatrzymań wielu chuliganów z Wilna, to o czym my mówimy. Ja mam przekonanie i wiedzę o wielu innych zdarzeniach, w którym sam uczestniczyłem, ale co ja sam mogę zrobić. Wyjazdy zagraniczne kibiców, zawsze kończą się burdami, zatrzymaniami. Siedzę w Wiedniu w loży obok właściciela klubu gospodarzy i co ja mam mu powiedzieć? Very sorry?
źródło: Dziennik, dodał: KOGUT, odsłon: 959
Musisz się zalogowac aby dodawac komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialści za treść zamieszczonych komentarzy! Zastrzegamy sobie prawo do ich usuwania.
